[NzP]: Wyspiarskie nadzieje na europejski sukces

10.02.2019, 05:57 Bartłomiej Wójcik
Wielkimi krokami zbliża się faza pucharowa Ligi Mistrzów. Tym razem w piłkarskiej elicie niestety zabrakło drużyny z zachodniego Londynu, ale z pewnością będziemy z uwagą śledzić te rozgrywki. Mecze Champions League będą emocjonujące chociażby dlatego, że w grze o srebrny puchar wciąż pozostają cztery angielskie drużyny. Warto zatem ocenić szanse na sukces przedstawicieli Premier League.

Nieco ponad rok temu piszący te słowa w innym artykule postawił tezę, przewidującą nadchodzący renesans angielskich drużyn na europejskich salonach. Celem autora nie jest oczywiście pisanie swoistych panegiryków pod własnym adresem, ale trzeba przyznać, że taka teza, przynajmniej do pewnego stopnia, potwierdziła się. W finale ubiegłej edycji Ligi Mistrzów zagrał bowiem Liverpool FC i co niezwykle istotne, The Reds nie byli tylko i wyłącznie tłem dla Realu Madryt, czyli bezsprzecznie najlepszej klubowej drużyny świata ostatnich lat. O wyniku tego meczu zadecydowały stany nadzwyczajne, bo tak należy określić zachowanie bramkarza Liverpoolu, Lorisa Kariusa oraz kontuzję lidera drużyny, Mohameda Salaha. Błędy niemieckiego goalkeepera trudno jest nawet nazwać kuriozalnymi. 25-letni zawodnik po prostu podarował Królewskim dwie bramki, których nadrobienie, wobec braku Salaha, okazało się niewykonalne. Dzisiaj Egipcjanin znów regularnie strzela bramki, a w bramce ekipy z Anfield Road stoi o wiele pewniejszy Alisson Becker. Czy to wystarczy, by tym razem The Reds sięgnęli po Ligę Mistrzów? A może to Manchester City okaże się najlepszy lub inna z angielskich drużyn? Sporo czasu jeszcze musi upłynąć, byśmy mogli poznać odpowiedzi na te pytania. Najpierw trzeba wywalczyć awans do ćwierćfinału. Jakie są szanse wyspiarzy na początku fazy pucharowej?

W chwili losowania wydawało się, że los Manchesteru United jest już przesądzony. Skoro rok temu Czerwonym Diabłom nie udało się sprostać Sevilli FC, to jak ekipa z Old Trafford miałaby przeciwstawić się naszpikowanemu gwiazdami zespołowi Paris Saint-Germain? Można było odnieść wrażenie, że Manchester potrzebuje cudu, by wywalczyć awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Nadprzyrodzone zjawiska wcale jednak nie muszą być potrzebne, no chyba że w takich kategoriach rozpatrywalibyśmy dwa wydarzenia, które miały miejsce po losowaniu. Po pierwsze i najważniejsze, w Manchesterze United doszło do zmiany trenera. Z klubu odszedł Jose Mourinho, który stracił kontakt nie tylko ze swoimi zawodnikami, ale po trochu także i z rzeczywistością. Miejsce Portugalczyka zajął Ole Gunnar Solskjaer, czyli były piłkarz Czerwonych Diabłów. Norweg nie jest żadnym wielkim specjalistą, a jego największym trenerskim sukcesem są dwa mistrzostwa ojczystego kraju, ale pojawienie się w drużynie tego człowieka odmieniło jej sytuację o 180 stopni. Pod jego wodzą Manchester rozegrał 11 meczów, z których tylko jeden zakończył się remisem, w pozostałych spotkaniach piłkarze Czerwonych Diabłów mogli wznosić ręce w geście triumfu. Drugie wydarzenie to kontuzja Neymara. Brazylijczyk doznał złamania kości śródstopia i jego szanse na występ w dwumeczu 1/8 finału Ligi Mistrzów są znikome. Bez reprezentanta Brazylii siła rażenia Paris Saint-Germain będzie zdecydowanie mniejsza, a to z kolei może być wodą na młyn dla rywali. Zmiana trenera w Manchesterze i kontuzja Neymara nieco zmieniły proporcje szans na awans obydwu drużyn. Początkowo wydawało się, że to paryski zespół będzie zdecydowanym faworytem, ale teraz sytuacja wygląda inaczej. Na Old Trafford poprawie uległy wyniki i gra. Wyraźnie widać mentalne odrodzenie drużyny, kompletnie rozbitej pod rządami Jose Mourinho. W szeregach Czerwonych Diabłów pełno jest graczy, którzy mają wiele do udowodnienia. Paul Pogba z pewnością chciałby potwierdzić, że nie bez powodu jeszcze niedawno był najdroższym piłkarzem świata. Alexis Sanchez wciąż może być gwiazdą w Manchesterze, tak jak w Arsenalu. Dostępu do własnej bramki broni jeden z najlepszych fachowców w tej branży na świecie, czyli David de Gea, a siatki rywali dziurawią Marcus Rashford oraz Romelu Lukaku. Odrodzony Manchester United wcale nie stoi na przegranej pozycji w rywalizacji z Paris Saint-Germain.

Pojedynek Liverpoolu z Bayernem Monachium to bezsprzecznie największy hit 1/8 finału Ligi Mistrzów. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że szanse są wyrównane, ale wiele czynników przemawia za tym, by w angielskim zespole upatrywać faworyta tej rywalizacji. The Reds to ekipa przechodząca fazę intensywnego rozwoju, któremu kierunek nadał Jurgen Klopp. Śmiało można stwierdzić, że pod wodzą niemieckiego trenera Liverpool notuje stały progres i jest coraz lepszą drużyną. W ubiegłym sezonie udało się wywalczyć finał Ligi Mistrzów oraz czwarte miejsce w Premier League, a dzisiaj nie bez podstawy wszyscy liczą na więcej. Ekipa z Anfield Road wciąż walczy o mistrzostwo kraju, a Liga Mistrzów też jest ważnym celem. Sytuacja Bayernu Monachium jest nieco inna. Bawarska drużyna zajmuje drugie miejsce w Bundeslidze, a jej strata do rozpędzonej Borussii Dortmund wynosi pięć punktów. Możliwe zatem, że Bayern po siedmiu latach dominacji utraci mistrzowski tytuł. Zespół ten przechodzi nieco burzliwy okres przebudowy i zapewne minie trochę czasu nim tacy gracze jak Serge Gnabry i Kingsley Coman w pełni zastąpią weteranów w osobach Arjena Robbena oraz Francka Ribery’ego. Z drugiej strony pewne wątpliwości może rodzić gra Liverpoolu w fazie grupowej. The Reds mieli spore problemy na tym etapie, ale ich grupa była wyjątkowo silna, gdyż przyszło im rywalizować z Paris Saint-Germain, SSC Napoli oraz Crveną Zvezdą. Bayern przez fazę grupową przeszedł niemalże bez szwanku, ale ta drużyna od wielu lat regularnie doświadcza rozczarowań w Lidze Mistrzów. Od chwili ostatniego triumfu, w 2013 roku, Bawarczycy systematycznie zaliczani są do grona największych faworytów tych rozgrywek, ale ta rola najwyraźniej im nie służy. W ostatnich latach gwiazdy niemieckiej ekipy zawodziły w decydujących momentach, a ich marzenia brutalnie przerywali hiszpańscy giganci. Smaczku tej rywalizacji dodaje fakt, iż Jurgen Klopp ma osobiste porachunki z Bayernem. Jeszcze jako trener Borussii Dortmund, Klopp rywalizował przecież z Bawarczykami w Bundeslidze, a w 2013 roku to właśnie jego zespół musiał uznać wyższość Bayernu w finale Ligi Mistrzów. Niemiecki trener z pewnością będzie chciał się zrewanżować, a wiele do udowodnienia będzie miał także jeden z jego podopiecznych, czyli Xherdan Shaqiri. Szwajcar przed laty nie przebił się na Alianz Arena, ale dzisiaj jest ważnym ogniwem The Reds. Dla drużyny z Anfield Road rywalizacja z Bayernem Monachium będzie swoistym papierkiem lakmusowym. Ten dwumecz powinien wykazać, czy podopieczni Jurgena Kloppa na europejskich boiskach zanotowali tak znaczny progres, jak w rozgrywkach krajowych. Awans tej drużyny do kolejnej rundy z pewnością nie będzie niespodzianką, jak miałoby to miejsce w przypadku triumfu Bayernu.

Nie ma wątpliwości ku temu, że Manchester City i Schalke 04 to najbardziej jednostronna para nadchodzącej rundy Champions League. Ciężko jest sobie wyobrazić, by drużyna z Gelsenkirchen, czyli 13 zespół Bundesligi, mogła sprawić problemy aktualnemu mistrzowi Anglii z Manchesteru. The Citizens mają po swojej stronie wszystkie atuty. Wymienić można chociażby wyższe umiejętności piłkarskie, lepszy warsztat trenerski i doświadczenie zespołu. W przypadku zespołu Pepa Guardioli imponują przede wszystkim zasoby kadrowe, gdyż nawet kontuzja kluczowego zawodnika nie musi komplikować sprawy. Świetną prostopadłą piłkę równie dobrze co Kevin de Bruyne może dograć David Silva. Efektowny rajd skrzydłem to żaden problem dla Riyada Mahreza albo Raheema Sterlinga. Wreszcie całą akcję równie skutecznie wykończy zarówno Sergio Aguero jak i Gabriel Jesus. Manchester City jest nie tylko faworytem tej rudny, ale też jednym z pretendentów do końcowego triumfu w rozgrywkach. Futbolowa siła rażenia tej drużyny jest wystarczająca do bezproblemowego wyeliminowania Schalke 04. Byłoby niespodzianką, jeśli zespół z Etihad Stadium nie rozstrzygnie tej rywalizacji już w pierwszym spotkaniu.

Niełatwo jest wskazać faworyta w parze Tottenhamu z Borussią Dortmund. Gdyby porównywać obydwa zespoły na papierze, to zdecydowanie silniejszą kadrą dysponuje Tottenham. Problem w tym, że ekipa Spurs ostatnio boryka się z plagą kontuzji. W pierwszym meczu 1/8 finału może zabraknąć największej gwiazdy tej drużyny, czyli Harry’ego Kane’a. To nie jedyny kłopot kadrowy, bo kontuzjowany jest także Dele Alli. Dwaj Anglicy będą mogli zagrać najprawdopodobniej dopiero w spotkaniu rewanżowym. Tottenham całkiem niedawno przekonał się, ile znaczy brak liderów, gdyż w ciągu zaledwie paru dni drużyna Mauricio Pochettino pożegnała się zarówno z Carabao Cup jak i z FA Cup. Rywale z Niemiec mogą wykorzystać tę sytuację. Borussia jest na fali i notuje bardzo dobry sezon. Po raz pierwszy od siedmiu lat ekipa z Zagłębia Ruhry ma duże szanse na zdobycie tytułu mistrza Niemiec. Jej kadra to mieszanka rutyny i młodości. Obok doświadczonych graczy, takich jak Marco Reus czy Łukasz Piszczek, o jej sile decydują młodzi zawodnicy, czyli Jadson Sancho oraz Abdou Diallo. Pytanie brzmi, czy właśnie doświadczenia nie zabraknie tej drużynie w decydujących momentach? Takiej sytuacji przed rokiem doświadczył właśnie Tottenham. W 1/8 finału Spurs trafili wówczas na Juventus, czyli poprzedniego finalistę. W wyjazdowym meczu angielska drużyna wywalczyła bardzo cenny remis 2:2. Gdy w 39. minucie rewanżowego meczu Heung-min Son zdobył bramkę na 1:0, wydawało się, że awans do ćwierćfinału jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczyły jednak trzy minuty, by mistrzowie Włoch odwrócili losy tej rywalizacji. Najpierw w 64. minucie Gonzalo Higuain wyrównał stan meczu, a trzy minuty później jego wynik ustalił Paulo Dybala. Słabo w tym meczu grający Juventus po prostu wykorzystał moment nieuwagi graczy Tottenhamu i wyeliminował Anglików. Podopieczni Mauricio Pochettino z pewnością będą pamiętać o tych wydarzeniach, gdy rozlegnie się pierwszy gwizdek przed meczem z Borussią. Warto jest wspomnieć także o tym, że obydwie drużyny rywalizowały ze sobą w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Zdarzyło się to wówczas w fazie grupowej i obydwa mecze zakończyły się zwycięstwami Spurs.

Generalnie należy stwierdzić, że podczas losowania par 1/8 finału Ligi Mistrzów los nie był łaskawy dla drużyn z Premier League. Tylko Manchester City wydaje się być pewny awansu. Trzy pozostałe ekipy trafiły na godnych siebie rywali. Szanse albo są minimalnie wyższe, jak w przypadku Liverpoolu, bądź niższe, tak jak zdarzyło się to Manchesterowi United. W przypadku Tottenhamu można przyjąć, że szanse są wyrównane. Co będzie dalej, gdyby udało się wywalczyć awans do ćwierćfinału? Liverpool FC oraz Manchester City zgodnie wymieniane są w gronie faworytów do zwycięstwa w Lidze Mistrzów i obydwa zespoły z pewnością mają odpowiedni potencjał, aby bić się o puchar. Tottenham i Manchester United również są w stanie namieszać w piłkarskiej elicie. Historia pokazuje, że bardzo często pierwsza runda pucharowa niejako definiuje dalszy los danej drużyny. W pamiętnym 2012 roku ogromne problemy na tym etapie miała przecież Chelsea. Po porażce 3:1 w pierwszym meczu z Napoli wydawało się, że The Blues jedną nogą są już za burtą rozgrywek. W rewanżu podopieczni Roberto di Matteo rozegrali jednak jeden z najbardziej pamiętnych meczów ostatnich lat, a potem był sukces w Monachium. Trzy lata później w rywalizacji 1/8 finału z Manchesterem City nie błyszczała Barcelona, ale następnie Katalończycy efektownie pokonali Paris Saint-Germain, Bayern Monachium i w finale Juventus. Wreszcie w 2016 roku gracze Atletico Madryt niemiłosiernie męczyli się ze zdecydowanie niżej notowanym PSV Eindhoven. Do rozstrzygnięcia pierwszej z faz pucharowych potrzebne były rzuty karne, ale później podopieczni Diego Simeone grali jak z nut. W kolejnych fazach ich wyższość musieli uznać gracze Barcelony i Bayernu, a potem był finał z Realem Madryt, w którym do szczęścia zabrakło niewiele, ale tym razem konkurs rzutów karnych zakończył się porażką. Piłkarze angielskich ekip muszą o tym pamiętać i nie zrażać się, jeśli coś nie będzie szło po ich myśli. Przezwyciężenie trudności w początkowej fazie pucharowej może wspaniale zaprocentować na kolejnych etapach.

W przededniu 1/8 finału Ligi Mistrzów sytuacja przedstawicieli Premier League w tych rozgrywkach wygląda optymistycznie. Wśród angielskich ekip mamy dwóch faworytów do końcowego sukcesu oraz dwie drużyny grające solidny futbol. Taki stan rzeczy dobrze rokuje na przyszłość i pozwala wierzyć kibicom ligi angielskiej, że najcenniejsze klubowe trofeum piłkarskie świata po siedmiu latach przerwy powróci na Wyspy Brytyjskie.
źródło: własne
klubMPbramki
1Liverpool338274-20
2Man City328078-22
3Chelsea336858-31
4Man Utd326358-45
5Tottenham326158-31
6Arsenal336064-42
7Leicester City334848-43
ZawodnikBA
1Eden Hazard1912
2Olivier Giroud128
3Pedro Rodriguez114
4Alvaro Morata90
5Willian811
6Ruben Loftus-Cheek84
7Ross Barkley56
pokaż całą tabelę ligową pokaż całą tabelę strzelców
Internetowy Sklep Sportowy

ChelseaLondyn.pl - obserwuj nas na Twitterze
Następny mecz
Chelsea
:
Brighton & Hove Albion
Chelsea - Brighton & Hove Albion
24.02.2019, 13:00
Stamford Bridge (London)
pokaż cały terminarz
Poprzedni mecz
Liverpool
2:0
Chelsea
Liverpool - Chelsea
S. Mane 51`
M. Salah 53`
14.04.2019, 17:30
Anfield (Liverpool)
Panel kibica
osób online
17214
aktywnych
uzytkowników
30970
dodanych
aktualności
Manchester City Nieoficjalny polski serwis The Foxes FanZone
Co sądzisz o zakazie transferowym nałożonym na Chelsea?
UEFA postąpiła niesłusznie5,88%
Prawidłowe działanie UEFA0%
Słuszcznie czy niesłusznie, ale może i dobrze się stało, bo dzięki temu szansę mogą dostać wychowankowie41,18%
Chelsea będzie miała przez to spore problemy ze skompletowaniem mocnej kadry na następny sezon29,41%
Chelsea nic na tym nie straci, bo zamiast kupować nowych zawodników, da szansę tym, którzy aktualnie przebywają na wypożyczeniu23,53%
17 odpowiedzi