[NzP]: Zmierzch snajperów

18.11.2018, 06:04 Bryan
Piłka nożna nieustannie się zmienia, podobnie jak każda dziedzina życia. Zmieniają się przepisy tej dyscypliny sportu, pojawiają się nowe turnieje i rozgrywki, do analizy i oceny przebiegu gry stosuje się coraz nowsze technologie. Wszelkie nowinki wprowadzane są do rozgrywek klubowych i międzynarodowych. Oprócz wyżej wymienionych zmian, które oddziałują nieco „z dala” od murawy boiska, obserwujemy także zmiany „na pierwszej linii” piłkarskiego frontu. W tym kontekście można wymienić innowacje treningowe, stosowane przez trenerów, a także nowe ustawienia oraz modyfikacje stylu gry zawodników na poszczególnych pozycjach. Generalnie można stwierdzić, że każdy piłkarski sezon wnosi za sobą coś nowego. Być może także dlatego piłka nożna jest tak emocjonującym sportem. Jedna z tych zmian wydaje się być szczególnie interesująca. Niewykluczone bowiem, że jesteśmy świadkami rewolucji w świecie piłki nożnej.

Dawno, dawno temu, w czasach świetności takich graczy jak Alfredo di Stefano, Johan Cruyff czy Diego Armando Maradona, a zatem w czasach, które większość współczesnych kibiców zna tylko z opowieści lub z filmów zamieszczonych na youtube.com, piłka nożna była dosyć prostym sportem. Chodziło w niej tylko o to, by zdobyć o jedną bramkę więcej od przeciwnika. Dzisiaj oczywiście cel jest ten sam, ale proces osiągania go jest o wiele bardziej skomplikowany. W przeszłości każdy piłkarz miał ściśle określone zadanie na boisku. Bramkarze po prostu robili wszystko co mogli, by piłka nie wpadła do strzeżonej przez nich bramki. Obrońcy starali się za wszelką cenę przerwać ataki przeciwnika. Przerwać i wybić piłkę jak najdalej od własnej bramki, choćby na aut lub rzut rożny, to było główne zadanie defensorów. Pomocnikom chodziło tylko o to, by podać piłkę do napastników, którzy mieli za zadanie umieścić ją w siatce rywali. Proste i logiczne, nie było żadnych wątpliwości. Dzisiaj wszystko jest o wiele bardziej złożone. Bramkarz musi nie tylko bronić strzały rywali, jego zadaniem jest także współpracować z linią obronną i wprowadzać piłkę do gry. Co istotne, wielu współczesnych trenerów uważa, że umiejętność gry nogami jest wyznacznikiem jakości bramkarza. Boczni obrońcy nie mogą myśleć tylko o powstrzymywaniu skrzydłowych rywala. Muszą także atakować i dośrodkowywać piłki, a od czasu do czasu mile widziane są strzały na bramkę rywali. Podobnie jest ze środkowymi defensorami. Obrońca, który tylko wybija piłkę na aut nie ma co liczyć na wielką karierę. Trzeba też umieć wyprowadzić piłkę do ataku i zdobyć bramkę głową przy rzucie rożnym. Pomocnicy z kolei to istni komandosi piłki nożnej, a środek pola to strefa działań specjalnych. Dobry pomocnik potrafi nie tylko celnie podać do przodu, będzie w stanie również odebrać piłkę rywalowi i przerwać jego akcję, a potem ruszy przed siebie i celnie uderzy na bramkę przeciwników. Wreszcie współcześni napastnicy nie mogą myśleć już tylko i wyłącznie o zdobywaniu bramek, bo to zdecydowanie zbyt mało. Zmiany w pierwszej linii są najbardziej istotne i interesujące zarazem. Być może to właśnie tutaj jesteśmy świadkami wyżej wspomnianej rewolucji.

Istotny etap tego procesu rozegrał się przed laty w zachodnim Londynie. Można dyskutować nad tym, czy to właśnie na Stamford Bridge zapoczątkowano ten trend, czy może w Chelsea zaobserwowaliśmy tylko jeden z elementów składowych tej ewolucji. Nie ulega jednak wątpliwości fakt, iż nawet jeśli był to tylko fragment większej układanki, to był to fragment bardzo ważny. Wszystko zaczęło się bowiem w 2004 roku, gdy na Stamford Bridge pojawili się Jose Mourinho oraz Didier Drogba. Portugalski trener i jego iworyjski podopieczny wyznaczyli wówczas nowy styl gry środkowego napastnika, choć być może sami nie byli tego do końca świadomi. Drogba co prawda często był wystawiany przez Mourinho na szpicy, ale nie grał jak typowy napastnik. Strzelał niewiele bramek, lecz wykonywał tytaniczną pracę dla drużyny, zarówno w ataku jak i w obronie. W swoich dwóch pierwszych sezonach w Chelsea Iworyjczyk zdobył odpowiednio 10 i 12 bramek, co jak na napastnika było raczej słabym wynikiem. Uwagę przykuwała natomiast ilość jego asyst, gdyż tych zanotował odpowiednio 5 i 14. Liczba kluczowych podań przewyższająca liczbę bramek była doprawdy niecodziennym zjawiskiem u snajpera. Podobnie można określić ówczesną taktykę Chelsea. Ta często opierała się po prostu na zagraniu długiej piłki do Drogby. Muskularny napastnik nie miał większych problemów z przyjęciem jej i odegraniem, czy to głową, czy nogą do szybkich skrzydłowych w stylu Arjena Robbena, Damiena Duffa, Joe Cole’a, czy pomocnika Franka Lamparda. Drogba walczył o piłkę i ostro harował dla drużyny, a pomocnicy wykańczali za niego akcje. Taktyka ta nie była zbyt porywająca, często określano ją mianem prymitywnej, ale nie można zaprzeczyć temu, że była skuteczna. W latach 2005 – 2006 londyńczycy nie mieli sobie równych w lidze angielskiej. Mimo tego styl gry, w którym środkowy napastnik zajęty był raczej pracą na rzecz kolegów z zespołu, niż zdobywaniem bramek, nie zdobył wówczas większego uznania. Być może nie było w tym nic dziwnego, gdyż w czołowych europejskich ligach prym wiedli wciąż bramkostrzelni snajperzy. W samej Anglii rekordy strzeleckie bili wtedy Thierry Henry oraz Ruud van Nistelrooy. W Hiszpanii czarowali Samuel Eto’o i Diego Forlan. We Włoszech gwiazdami byli Andrij Szewczenko i Zlatan Ibrahimović, a w Niemczech siatki dziurawili Roy Makaay i Miroslav Klose. Zapewne mało kto wtedy przewidywał, w jakim kierunku podąży futbol.

Nie ulega wątpliwości, że w ciągu ostatnich lat wiodącą drużyną na kontynencie europejskim był Real Madryt. W bieżących rozgrywkach Królewscy mają co prawda ogromne problemy, ale wciąż są aktualnymi zdobywcami Pucharu Europy i w latach 2014 – 2018 drużyna z Madrytu zdobyła to trofeum czterokrotnie, co jest wręcz niesamowitym wynikiem. Motorem napędowym w czasach świetności tej ekipy był Cristiano Ronaldo. Portugalczyk to bezsprzecznie najlepszy lub jeden z dwójki najlepszych piłkarzy świata. Jego strzeleckie wyczyny w Realu Madryt potrafiły przyprawić o zawrót głowy, choć on sam nigdy nie był typowym napastnikiem. Ronaldo nie grał na pozycji „dziewiątki”, bo tę pozycję zajmował jeden z najbardziej wyśmiewanych piłkarzy minionych lat, czyli Karim Benzema. Skuteczność francuskiego napastnika w porównaniu z liczbami Ronaldo wyglądała bardzo skromnie, żeby nie powiedzieć śmiesznie. Zdarzało się, że CR7 zdobywał dwu lub trzykrotnie więcej bramek od Benzemy w meczach La Liga i cztero lub pięciokrotnie więcej w Lidze Mistrzów. Jak to zatem możliwe, by wychowanek Olympique Lyon tak długo utrzymał się w barwach najlepszej drużyny Europy? Po prostu strzelanie bramek nigdy nie było jego głównym zadaniem. To była misja Cristiano Ronaldo. Zwycięzcy trenerzy Królewskich poprzednich lat, czyli Carlo Ancelotti i Zinedine Zidane wielokrotnie podkreślali, że głównym atutem byłego reprezentanta Francji jest niezwykle ważna praca dla drużyny. Mówiąc kolokwialnie, Benzema grał na chwałę innych, przede wszystkim Cristiano Ronaldo, ale za ofensywną grę Realu odpowiadali także tacy gracze jak Gareth Bale, Isco, czy Marco Asensio. Co z faktem, że napastnik Realu bywał bohaterem piłkarskich memów? Zapewne nikt z działaczy ani wiernych kibiców tego klubu nie brał sobie tego do serca, dopóki drużyna była na szycie. Ostatecznie każdy z nich mógł pomyśleć: „Co z tego, że nasz zawodnik numer dziewięć nie strzela bramek, skoro mamy najlepszego piłkarza na świecie, który zrobi to za niego?”

W ostatnim finale Ligi Mistrzów Real Madryt walczył o wygraną z Liverpoolem, którego potęga odrodziła się pod rządami Jurgena Kloppa. Niemiecki trener stawia przede wszystkim na szybkość, dlatego do ataku najczęściej posyła Mohameda Salaha, Roberto Firmino oraz Sadio Mane. Tercet napastników The Reds jest naprawdę ciekawym przykładem harmonijnej współpracy świetnie rozumiejących się zawodników. Na środku ustawiony jest Firmino, ale Brazylijczyk jest kolejnym przykładem środkowego napastnika, który nie myśli o zdobywaniu bramek za wszelką cenę. Zresztą określanie go powyższym mianem może być nieco mylące, gdyż tak naprawdę został przekwalifikowany na tę pozycję dopiero po transferze do Liverpoolu. Gdy grał w TSG 1899 Hoffenheim, najczęściej bywał ustawiany jako ofensywny pomocnik. Dzisiaj również w jego grze widać wiele z rozgrywającego, a liczba jego asyst zwykle nie odbiega zbytnio od ilości bramek. Same statystyki strzeleckie w jego wykonaniu nie powalają na kolana. Najlepszy wynik Brazylijczyka z rozgrywek ligowych to jak na razie jedynie 15 ligowych bramek dla Liverpoolu. W Premier League nawet skrzydłowym zdarza się trafiać do siatki częściej, za co mogą świadczyć przykłady Edena Hazarda lub Riyada Mahreza. Niemniej jednak reprezentant Canarinhos wydaje się być wręcz idealnym uzupełnieniem duetu szybkich skrzydłowych Salah&Mane. W jego przypadku jest trochę tak jak z Karimem Benzemą. Jurgen Klopp wielokrotnie podkreślał, że choć Firmino nie zdobywa zbyt wielu bramek, to jest mózgiem całej formacji ofensywnej The Reds i że każda akcja przechodzi przez niego. W minionej kampanii królem strzelców Premier League został Mohamed Salah. Egipcjanin zdobył rekordowe 32 bramki w lidze, ale w europejskich pucharach trzej napastnicy z Anfield Road współdziałali wręcz koncertowo. Każdy z nich zdobył po 10 bramek. Układ sił w pierwszej linii The Reds nie zmienił się także w tym sezonie. Roberto Firmino zdobył zaledwie dwie bramki w lidze, podczas gdy Mohamed Salah i Sadio Mane mają już po sześć trafień.

Przykładowym napastnikiem – pracownikiem jest także Mario Mandzukić. Reprezentant Chorwacji nigdy nie grzeszył skutecznością, ale jednocześnie niemalże zawsze potrafił odnajdować się w czołowych ekipach. W 2013 roku Puchar Europy padł łupem Bayernu Monachium. Bawarska ekipa już rok wcześniej dotarła do finału tych rozgrywek, ale tam mocarstwowe plany FCB pokrzyżowała Chelsea. Rok później po prostu nie było mocnych na Bayern, a w drodze po puchar jego wyższość musiały uznać między innymi Juventus, FC Barcelona oraz Borussia Dortmund. W tym czasie Mandzukić nie zdobywał zbyt wielu goli, ale ciężko harował na rzecz Arjena Robbena, Francka Ribery’ego oraz Thomasa Mullera. Efekt takiej taktyki nie mógł być lepszy, gdyż było nim zdobycie mistrzostwa Niemiec oraz pucharu Ligi Mistrzów. Rok później udało się co prawda obronić tytuł mistrza kraju, ale Puchar Europy okazał się być poza zasięgiem, gdyż zbyt silnym rywalem był Real Madryt. Już wtedy było pewne, że w Bawarii pojawi się nowy napastnik i miał nim być Robert Lewandowski. Pep Guardiola, ówczesny trener Bayernu, najwyraźniej wolał bramkostrzelnego reprezentanta Polski od walecznego Chorwata, ponieważ ten ostatni opuścił drużynę. Mandzukić nie do końca sprawdził się w Atletico Madryt, gdzie rozegrał tylko jeden sezon, ale odnalazł się w Juventusie. We Włoszech chorwacki napastnik nie śrubuje rekordów strzeleckich, lecz znów potrafi wspierać bramkostrzelnych kolegów. Najpierw współpracował z Paulo Dybalą i Gonzalo Higuainem. Argentyńscy napastnicy mieli sporo miejsca na boisku, gdy silny i wysoki Chorwat walczył z obrońcami rywali. Dzięki takiej linii ataku Juventus niepodzielnie panował w lidze włoskiej. Nie udało się co prawda wygrać Ligi Mistrzów, ale być może uda się to w tym sezonie, bo przecież to w Turynie gra teraz Cristiano Ronaldo, czyli absolutny król tych rozgrywek. Możliwe, że historia zatoczy koło, a Portugalczyk mając u boku Mario Mandzukicia i Paulo Dybalę poprowadzi Starą Damę do Pucharu Europy, tak jak robił to w Madrycie, będąc wspomagany przez Karima Benzemę i Garetha Bale’a.

Gwałtowną zmianę roli napastników można zaobserwować także w piłce reprezentacyjnej. Ostatnią drużyną, która zdobyła tytuł mistrzowski, dzięki bramkom środkowego napastnika była reprezentacja Hiszpanii w 2010 roku. Ekipa La Roja tytuł mistrza świata zawdzięczała przede wszystkim trafieniom Davida Villi. Już dwa lata później, podczas mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie, Hiszpanie zdobyli tytuł mistrzowski, grając bez klasycznego napastnika. Mundial w 2014 roku padł łupem reprezentacji Niemiec. Na środku ataku Joachim Loew wystawiał Thomasa Mullera albo Miroslava Klose. O ile urodzony w Polsce Klose przez całą karierę był typowym snajperem, to z pewnością nie można tego powiedzieć o zawodniku Bayernu Monachium, który na tym turnieju był jednym z najlepszych strzelców. W 2016 roku na mistrzostwach Europy triumfowali Portugalczycy, grając dwójką napastników. Tyle tylko, że żaden z tych dwóch graczy nie był typowym napastnikiem, gdyż byli to wcześniej wspomniany Cristiano Ronaldo oraz Nani. Nawet w tym roku mieliśmy przykład tej rewolucyjnej zmiany. O mistrzostwo świata zmierzyły się zespoły Francji oraz Chorwacji. Trójkolorowi na szpicy dysponowali Olivierem Giroud, a drużyna z Bałkanów mogła liczyć na Mario Mandzukicia. Charakterystyka napastnika Juventusu została przedstawiona powyżej, a specyfika Giroud jest znana fanom The Blues aż do bólu. Napastnik Chelsea przez cały mundial zanotował zaledwie jedną asystę. Można pokusić się o twierdzenie, że Giroud w reprezentacji Francji pełni podobną rolę do tej, którą były zawodnik tej ekipy, czyli Karim Benzema pełnił w Realu Madryt. Jeden i drugi napastnik mają za zadanie pracować na rzecz innych graczy. Łączy ich także to, że obydwaj bywają regularnie wyśmiewani oraz to, że ich drużyny są na szczycie. Kibice reprezentacji Francji zapewne nie narzekali zbytnio na wybór Didiera Deschamps, skoro zamiast Giroud bramki zdobywali Antoine Griezmann, Kylian Mbappe i Paul Pogba, a Trójkolorowi zdobyli najważniejsze piłkarskie trofeum na świecie. Nawiasem mówiąc do finału awansowali Francuzi i Chorwaci, którzy nie mogli liczyć na nadmierną skuteczność swoich snajperów, a w półfinale gorycz porażki przełknąć musieli Anglicy i Belgowie, mający w swoich szeregach najlepszych napastników Premier League, czyli Harry’ego Kane’a oraz Romelu Lukaku. Przypadek? Być może, ale sporo ich jak na tak krótki okres.

Oczywiście są także topowe zespoły, które traktują pozycję środkowego napastnika zdecydowanie bardziej konserwatywnie. Jednym z nich jest FC Barcelona. Tak jak Real Madryt miał Cristiano Ronaldo, tak Katalończycy wciąż mają w swoich szeregach jednego z najlepszych strzelców na świecie, który nie jest typową dziewiątką. Chodzi rzecz jasna o Lionela Messiego. Słynny Argentyńczyk przeszedł niezwykle ciekawą drogę, w kontekście tematu niniejszego artykułu. Początkowo grał obok typowych snajperów, takich jak Samuel Eto’o, Zlatan Ibrahimović albo David Villa. Potem przyszło mu przez pewien czas grać jako fałszywa dziewiątka, aż w końcu u jego boku znalazł się killer pola karnego z krwi i kości, czyli Luis Suarez. Co więcej, przez pewien czas w skład ataku Blaugrany wchodził także Neymar, a zatem kolejny strzelec – skrzydłowy. Krótko mówiąc atak Barcelony z tamtych lat był zdecydowanie bardziej zbalansowany, niż formacja ofensywna Realu Madryt. W zespole Królewskich nigdy nie doszło do sytuacji, by Karim Benzema zdobył więcej bramek w sezonie od Cristiano Ronaldo. W Barcelonie natomiast zdarzało się, że Luis Suarez bywał skuteczniejszy niż Messi i Neymar. Chociaż Urugwajczyk jest wybitnym snajperem i potrafi seryjnie zdobywać bramki, to w polu karnym przeciwników siłą rzeczy nie mógł myśleć tylko o sobie, jeśli partnerowali mu tak wybitni zawodnicy. Gdy w 2015 roku Katalończycy zdobyli Ligę Mistrzów oraz mistrzostwo Hiszpanii, wielu obserwatorów określiło tę drużynę mianem najlepszej w historii futbolu. Jak wówczas przedstawiały się statystyki jej napastników? Messi zanotował 58 bramek i 27 asysty, a Neymar pokonał bramkarzy rywali 39 razy i 10 razy asystował. Jak wyglądały wówczas liczby Suareza? El Pistolero miał 25 bramek i 23 asysty. Znów można doszukiwać się tutaj przypadku, ale liczby nie kłamią. Gdy Barcelona była na szczycie, to środkowy napastnik tego zespołu musiał myśleć nie tylko o bramkach, ale także o asystach. W kolejnych latach były zawodnik Liverpoolu zdobywał zdecydowanie więcej bramek, ale Katalończykom już nie udało się powtórzyć tak wybitnych wyników jak z sezonu 2014/15.

Inne drużyny, w których środkowi napastnicy jak dotąd bywali najlepszymi strzelcami to chociażby Bayern Monachium, Paris Saint-Germain oraz Manchester City. W Monachium do siatki od lat systematycznie trafia Robert Lewandowski. Bramki reprezentanta Polski regularnie zapewniają tytułu mistrza kraju, ale okazuje się, że to zbyt mało na zawojowanie Europy. W ostatnich latach Bawarczycy odpadali z Ligi Mistrzów po meczach z hiszpańskimi gigantami. Na Parc des Princes rolę głównego golleadora po odejściu Zlatana Ibrahimovicia przejął Edinson Cavani, jednak na początku poprzedniego sezonu przybyło mu dwóch poważnych konkurentów do tego miana. Szeregi paryżan zasilili wówczas Kylian Mbappe oraz Neymar. Być może Paris Saint-Germain nie stanie się drugim Liverpoolem pod względem gry formacji ofensywnej, ale scenariusz z Barcelony jest jak najbardziej prawdopodobny. Coś takiego może się zdarzyć także na Etihad Stadium. Na chwilę obecną najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu Pepa Guardioli jest Sergio Aguero i taki stan rzeczy trwa od paru lat. Nie można jednak wykluczyć zmiany, skoro ze skrzydeł wspierają go tacy zawodnicy jak Raheem Sterling, Leroy Sane lub Riyad Mahrez.

Dzisiejsi napastnicy stali się o wiele bardziej wszechstronni, niż ich poprzednicy sprzed paru lat, o czym świadczy styl gry najlepszych drużyn na świcie. Czy czeka nas zatem kompletny zanik napastników w klasycznej formie? Być może to zbyt śmiała prognoza, ale statystyki współczesnych snajperów skłaniają do głębokiej refleksji. Możliwe, że opisany wyżej proces jest naturalną konsekwencją rozwoju piłki nożnej. Oczywiste jest to, że drużyna, w której za strzelanie bramek w głównej mierze odpowiada wysunięty snajper, jest łatwa do rozszyfrowania. Co innego, gdy najwyżej wysunięty zawodnik będzie absorbował uwagę obrońców, podczas gdy zagrożenie będzie czaiło się dalej od własnych linii. Może dla typowych snajperów w piłkarskiej elicie po prostu nie ma dzisiaj miejsca, skoro ich rolę skutecznie przejęli Cristiano Ronaldo i Lionel Messi, a w kolejce czekają Paulo Dybala i Neymar? Nie można też przeoczyć faktu, że nawet wśród największych talentów coraz rzadziej słyszy się o klasycznych środkowych napastnikach. W ostatnim czasie najgłośniej bywało o takich nazwiskach jak Kylian Mbappe, Dele Alli, Marco Asensio albo Christian Pulisić. W tym gronie także nie ma typowej „dziewiątki”.

Czy ktoś zna jeszcze takie pojęcia jak „libero” albo „łącznik”? Niekoniecznie? To też niegdyś były pozycje zawodników w piłce nożnej. Dzisiaj już słuch o nich właściwie zaginął. Czy ten sam los czeka „napastników”?
źródło: własne
klubMPbramki
1Man City164141-9
2Liverpool153930-5
3Chelsea153432-10
4Arsenal153133-19
5Tottenham153026-15
6Man Utd162829-26
7Bournemouth162325-26
ZawodnikBA
1Eden Hazard88
2Alvaro Morata70
3Ruben Loftus-Cheek60
4Pedro Rodriguez52
5Olivier Giroud44
6Willian34
7Ross Barkley34
pokaż całą tabelę ligową pokaż całą tabelę strzelców
Internetowy Sklep Sportowy

ChelseaLondyn.pl - obserwuj nas na Twitterze
Następny mecz
Brak meczu!
Poprzedni mecz
Chelsea
2:0
Man City
Chelsea - Man City
N. Kante 45`
D. Luiz 78`
8.12.2018, 18:30
Stamford Bridge (London)
Panel kibica
osób online
17186
aktywnych
uzytkowników
29791
dodanych
aktualności
Manchester City Nieoficjalny polski serwis The Foxes FanZone
Jaki scenariusz będzie najkorzystniejszy dla Marcina Bułki w nadchodzącym sezonie?
Wypożyczenie i regularna gra w Championship42,86%
Wypożyczenie i regularna gra w Premier League14,29%
Pozostanie w Chelsea i pełnienie roli trzeciego lub czwartego bramkarza3,57%
Dalszy rozwój w drużynach młodzieżowych Chelsea39,29%
28 odpowiedzi