[NzP]: A mogło być tak pięknie

07.10.2018, 06:09 Bryan
Przez szeregi współczesnych klubów piłkarskich przewijają się dziesiątki zawodników. W topowych drużynach piłkarze spędzają przeciętnie raptem parę lat, ale nawet w tak krótkim czasie każdy z nich zdoła dorobić się oceny. Zdarzają się zarówno transferowe strzały w dziesiątkę, jak i kompletne niewypały. Jedni zawodnicy stają się klubowymi legendami i ulubieńcami fanów, a inni bywają przez kibiców przeklinani. Niektórzy piłkarze są filarami swoich drużyn i prowadzą je do sukcesów, ale niektórym zdarza się zawodzić w kluczowych momentach. Czy wszystkich zawodników można ocenić z taką łatwością?

Oczywiście że nie. Wśród piłkarzy, tak jak i wśród zwykłych śmiertelników, zdarzają się jednostki kontrowersyjne. Bywają gracze, którym trudno jest wystawić jednoznaczną notę. Co bowiem myśleć o obrońcy, który strzelał sporo bramek, ale w obronie popełniał katastrofalne błędy, przez które drużyna bramki traciła? Czy można lubić napastnika, który walczy w defensywie i notuje asysty, ale rzadko trafia do siatki rywali? Pozostają też gracze niesforni na boisku i poza nim, którym zdarza się zbierać głupie czerwone kartki lub uczestniczyć w skandalach obyczajowych.

Jest też jeszcze jedna grupa piłkarzy trudnych do oceny. Są nimi ci gracze, którym nie można odmówić umiejętności, ale którzy z różnych przyczyn nie byli w stanie w pełni ich wykorzystać. Wielu takich piłkarzy grało na Stamford Bridge. Zawodnicy ci mogli i powinni poprowadzić The Blues do wspaniałych triumfów, ale los chciał inaczej. Czasem na przeszkodzie stały problemy zdrowotne, czasem brak zrozumienia z trenerem, a czasem ciężko stwierdzić, dlaczego ich przygoda nie potoczyła się zgodnie z planem. Przedstawiam listę zawodników, którzy w mojej ocenie mimo wielkich umiejętności nie zrobili w Chelsea kariery na miarę oczekiwań. Zawodnicy ci nierzadko przysporzyli wiele radości fanom The Blues, ale mimo tego ich potencjału nie udało się w pełni wykorzystać.

Arjen Robben

Gdy w 2004 roku przychodził do Chelsea z PSV Eindhoven, miał zaledwie 20 lat i opinię jednego z najzdolniejszych młodych piłkarzy w Europie. Trzeba przyznać, że holenderski skrzydłowy bardzo szybko potwierdził słuszność takich recenzji. W swoim pierwszym sezonie, mimo poważnych problemów zdrowotnych, zdobył siedem bramek w lidze i zaliczył dziewięć asyst, co ówcześnie było wynikiem znakomitym. Być może dzisiaj takie statystyki byłyby określone mianem zaledwie dobrych, ale 10 – 15 lat temu w piłkę grało się nieco inaczej niż teraz. Robbena cechowała przede wszystkim niesamowita szybkość i technika. Potrafił wspaniale dryblować, ale czasami nawet nie było to konieczne, bo był po prostu zbyt szybki dla obrońców rywala. Defensorzy zazwyczaj nie byli w stanie za nim nadążyć. Już wtedy zdarzało mu się przeprowadzać akcję, która kilka lat później miała stać się jego znakiem firmowym, czyli zejście z prawej strony do środka i strzał lewą nogą. W drugim sezonie Holender potwierdził swoją klasę notując sześć bramek i cztery asysty. Zdecydowanie gorszy był jego trzeci, ostatni sezon w Chelsea. Robben miał wówczas ogromne problemy z wywalczeniem miejsca w składzie i do zaledwie dwóch bramek dołożył sześć asyst. W pewnym sensie było to spowodowane intensywnym latem transferowym i zmianą taktyki drużyny. Gdy w Chelsea pojawił się Andrij Szewczenko, trener Mourinho często stosował ustawienie z dwójką napastników, wobec czego dla skrzydłowego w stylu Robbena czasami po prostu nie było miejsca na boisku. Ogólnie rzecz biorąc, były reprezentant Holandii miał dwa problemy podczas gry w Premier League. Jednym z nich były kontuzje, które często wykluczały go z gry. Drugim natomiast styl gry preferowany przez Jose Mourinho. Portugalczyk nakładał zadania defensywne na wszystkich swoich zawodników, nie oszczędzając przy tym nawet skrzydłowych. Koncentracja na zadaniach obronnych musiała być nie w smak Robbenowi, który jak ryba w wodzie czuł się wtedy, gdy na pełnym biegu szarżował z piłką na bramkę rywali. Latem 2007 roku Holender odszedł do Realu Madryt, a jego miejsce na Stamford Bridge zajął Florent Malouda. Nie mogłem wówczas zrozumieć takiego posunięcia, bo w mojej ocenie Francuz nie dorównywał wychowankowi FC Groningen. Mam oczywiście wielki szacunek dla Maloudy i wiem, że wiele zrobił dla The Blues, ale sądzę, że nigdy nie stał się graczem takiego formatu jak Robben. Ten ostatni nie zrobił spodziewanej kariery w Realu Madryt, ale jego czas nadszedł w Bayernie Monachium. Właśnie w barwach drużyny z Bawarii Arjen Robben stał się jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Można zadać pytanie, czy taki status udałoby mu się osiągnąć na Stamford Bridge? Oczywiście pozostaje tylko gdybać, ale może stałoby się tak, gdyby holenderski skrzydłowy miał więcej szczęścia i gdyby omijały go kontuzje? Gdyby trafił do Chelsea w innych czasach, gdy trenerem był ktoś inny, kto preferował bardziej ofensywną grę, dajmy na to, Carlo Ancelotti? Być może wtedy udałoby się w pełni wykorzystać jego potencjał, który był przeogromny.

Jose Bosingwa

Dzisiaj, gdy filarem defensywy Chelsea jest Cesar Azpilicueta, może się to wydawać nieprawdopodobne, ale były takie czasy, gdy prawa strona obrony była piętą achillesową The Blues. Działo się to nieco ponad dekadę temu. Symbolem tego był sezon 2006/07, gdy oprócz nominalnego prawego obrońcy Paulo Ferreiry, grali tam Khalid Boulahrouz, Lassana Diarra oraz Michael Essien. Rotacja trwała też w następnym sezonie. Notabene to właśnie grający na boku obrony Essien przegrał główkowy pojedynek z Cristiano Ronaldo w finale Ligi Mistrzów w 2008 roku, po którym Portugalczyk zdobył bramkę dla Manchesteru United. Parę tygodni później zawodnikiem Chelsea został Jose Bosingwa i był to transferowy strzał w dziesiątkę. Portugalczyk błyskawicznie wywalczył sobie miejsce na prawej obronie The Blues. Bosingwa był świetnym prawym obrońcą, skutecznym zarówno w obronie jak i w ataku. Bilans jego pierwszego sezonu to dwie bramki i cztery asysty. Jego znakiem firmowym były celne dośrodkowania i niesamowite strzały z dystansu. Cechowała go też uniwersalność. Kiedy trzeba było potrafił zagrać na lewej stronie defensywy i w tym sektorze boiska powstrzymać samego Lionela Messiego w meczu z FC Barceloną. Wyglądało po prostu na to, że w osobie Portugalczyka londyńska drużyna odnalazła filar linii obronnej na wiele lat. Jednak na przeszkodzie stanęły kontuzje. W listopadzie 2009 roku Bosingwa doznał poważnego urazu, przez który stracił ponad połowę sezonu 2009/10. Kolejny sezon również był dla niego nieustanną walką o zdrowie. W mojej ocenie problemy zdrowotne Bosingwy były podwójnym nieszczęściem dla The Blues. Z jednej strony ze składu wypadł fantastyczny zawodnik, a z drugiej na prawego obrońcę na stałe przemianowany został Branislaw Ivanović. Serb był oczywiście fantastycznym piłkarzem, ale nigdy nie stał się prawym obrońcą z prawdziwego zdarzenia. Z pewnością dla Chelsea byłoby o wiele lepiej, gdyby na prawej obronie na stałe zagościł Bosingwa, a Ivanović nie opuszczał środka defensywy. Stało się niestety zupełnie odwrotnie. Sam Portugalczyk przeżył jeszcze chwilowy renesans formy, gdy stery na Stamford Bridge objął Andre Villas-Boas. Roberto Di Matteo wolał jednak znów stawiać na Branislawa Ivanovicia, więc Jose Bosingwa latem 2012 roku opuścił drużynę. Te cztery lata, które spędził na Stamford Bridge, mogłyby być zdecydowanie lepsze dla niego i dla całej ekipy The Blues, gdyby los był nieco łaskawszy i oszczędził kontuzji.

Michael Essien

Zapewne wielu czytelników zada sobie teraz pytanie: Ale jak to? Michael Essien i niewykorzystany potencjał? Przecież to jeden z najlepszych pomocników w historii Chelsea! Tak było w istocie i pomocnik z Ghany w czasach swojej świetności był bezsprzecznie najlepszym defensywnym pomocnikiem na świecie. Essien był po prostu piłkarzem kompletnym. Bezlitośnie przerywał akcje rywali i nie bał się ostrej walki w środku pola. Potrafił rozgrywać piłkę i strzelał sporo bramek. Oddawał bardzo skuteczne strzały z dystansu i co ciekawe, był niezwykle skoczny i mimo niewielkiego wzrostu, zdobył sporo bramek głową. Przez wiele lat wymieniano go wśród najważniejszych filarów The Blues, obok Johna Terry’ego, Franka Lamparda oraz Didiera Drogby. Zatem w czym tkwił problem i dlaczego Michael znajduje się na tej liście? Jak łatwo się domyśleć, sprawę skomplikowały kontuzje. Były reprezentant Ghany miał niezwykłego pecha. Podczas gry na Stamford Bridge dwukrotnie zerwał więzadła krzyżowe i zdarzyło mu się też uszkodzić łąkotkę. Tak poważne urazy skutkowały tym, że Essien czasami musiał pauzować nawet przez więcej niż pół sezonu. Urazy sprawiły, że tego zawodnika brakowało wówczas, gdy był najbardziej potrzebny. W sezonie 2005/06 Essien nie mógł wystąpić w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Barceloną i ta runda okazała się być ostatnią dla The Blues. Parę lat później Ghańczyk nie mógł pomóc swoim kolegom, gdy na tym samym etapie rozgrywek przeciwnikiem był Inter Mediolan. Gdy w 2012 roku Chelsea wreszcie sięgnęła po srebrny puchar Ligi Mistrzów, Essien w finałowym meczu zasiadł tylko na ławce rezerwowych, ponieważ… miał za sobą kolejną poważną kontuzję i przez nią stracił miejsce w drużynie. Chwilę po tym triumfie Michael Essien odszedł na wypożyczenie do Realu Madryt. Wrócił po roku, ale był już cieniem samego siebie i po paru miesiącach definitywnie odszedł do AC Milan. Znów pozostajemy w sferze domysłów i spekulacji, ale wiosną 2010 roku prowadzona przez Carlo Ancelottiego Chelsea była bardzo silna i może to właśnie Essien był tym elementem, którego zabrakło do wyeliminowania Interu Mediolan? Podobnie było też cztery lata wcześniej, gdy lepsza od The Blues okazała się Barcelona. Chelsea bez Essiena w środku pola była po prostu innym, słabszym niestety zespołem. Gdyby Michael miał w życiu więcej szczęścia (i zdrowia) to być może w gablocie na Stamford Bridge byłoby więcej pucharów za zdobycie Ligi Mistrzów…?

Daniel Sturridge

Latem 2009 roku, gdy młody angielski napastnik przeszedł do Chelsea z Manchesteru City, wielu fanów The Blues pukało się w czoło. Pojawiały się zarzuty, że to po prostu kolejny „utalentowany” gracz, który rychło zostanie wypożyczony, zanim zdąży otrzymać szanse. W przypadku Sturridge’a było jednak nieco inaczej. Daniel od pierwszych chwil potwierdził ogromny potencjał. Co prawda w swoim pierwszym sezonie w Premier League zdobył tylko jedną bramkę, ale w FA Cup zrobił to czterokrotnie. Dla bardzo młodego, zaledwie 20-letniego wówczas zawodnika, takie liczby były niezłą prognozą, tym bardziej że o miejsce w składzie musiał rywalizować z takimi zawodnikami jak Nicolas Anelka i Didier Drogba. Przekleństwem Sturridge’a w Chelsea okazał się Fernando Torres, który zimą 2011 roku trafił do zachodniego Londynu. Ponoć już wtedy pojawił się pomysł wymiany hiszpańskiego napastnika na młodego Anglika wraz ze sporą dopłatą, ale ostatecznie Daniel trafił na wypożyczenie do Bolton Wanderers. Na Reebok Stadium angielski napastnik błyskawicznie się odnalazł i z miejsca zaczął strzelać bramki. W 12 meczach w barwach Boltonu Sturridge osiem razy trafił do siatki rywali. W analogicznym okresie Fernando Torres niemiłosiernie męczył się na Stamford Bridge, zdobywając zaledwie jedną bramkę w 14 występach. Ciekawostką pozostaje fakt, iż najlepszym okresem Sturridge’a w Chelsea była krótka przygoda trenerska Andre Villas-Boasa, a był to raczej nieudany okres dla całego zespołu. U portugalskiego szkoleniowca wychowanek Manchesteru City grał regularnie i systematycznie trafiał do siatki rywali, mimo że często występował na niezbyt lubianej przez siebie pozycji prawego napastnika. Dobry okres Sturridge’a skończył się wraz ze zmianą na stanowisku szkoleniowca. Roberto Di Matteo znacznie rzadziej stawiał na Daniela. Można było zrozumieć taką decyzję, w momencie gdy wysoką formę uzyskał weteran Didier Drogba, prowadząc drużynę do triumfu w Lidze Mistrzów. Jednak całkowicie niezrozumiały był fakt, iż Sturridge został właściwie bezpodstawnie skreślony, gdy w kolejnym sezonie wciąż zawodził Fernando Torres. Angielski napastnik znów musiał odejść z drużyny z powodu swojego hiszpańskiego kolegi z zespołu, który był jednym z największych niewypałów transferowych w historii Chelsea. W styczniu 2013 roku Sturridge przeszedł do Liverpoolu i… znów zaczął regularnie strzelać bramki. Powtórzyła się zatem historia z Boltonu sprzed dwóch lat. W kolejnym sezonie The Blues po raz kolejny mieli ogromne problemy ze zdobywaniem bramek, a tymczasem w Liverpoolu czarował jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, duet napastników w historii Premier League. Tworzyli go Luis Suarez i Daniel Sturridge… Żal się robi na myśl, że tak znakomity napastnik mógł do dzisiaj strzelać bramki dla Chelsea.

Raul Meireles

Jego przejście do Chelsea z Liverpoolu w 2011 roku było sporym zaskoczeniem, tak samo jak odejście, które miało miejsce ledwie rok później. Raul Meireles spędził na Stamford Bridge tylko jeden sezon, ale zdołał zaskarbić sobie sympatię fanów. Portugalczyka w pewnym sensie można porównać do Michaela Essiena. Podobnie jak gracz z Ghany, Meireles łączył dobrą grę w środku pola z umiejętnością aktywnego włączania się do akcji ofensywnych. Choć nie zawsze miał miejsce w podstawowej jedenastce, to odegrał istotną rolę w zdobyciu Ligi Mistrzów. Akcją, która dobrze charakteryzowała tego zawodnika, była bramka zdobyta w rewanżowym meczu z Benfiką w ćwierćfinale Pucharu Europy. Meireles popędził z kontratakiem w kierunku bramki rywali i choć mógł odgrywać do dobrze ustawionych kolegów, to zdecydował się na atomowe uderzenie zza pola karnego i zdobył bramkę. Taki właśnie był to zawodnik, twardy i z charakterem. Zagadką pozostaje fakt, dlaczego zarząd Chelsea zdecydował się na sprzedaż tego gracza w 2012 roku. Portugalczyk jeszcze bardzo wiele mógł zaoferować londyńskiej drużynie. Jego brak był boleśnie widoczny w kolejnych rozgrywkach. W drugiej linii The Blues grali wówczas coraz starszy Frank Lampard, nierówny Ramires, jednowymiarowy John Obi Mikel i rozdarty między obroną a atakiem David Luiz. Zdecydowanie brakowało takiego wojownika jak Raul Meireles.

Filipe Luis

Kolejny zawodnik, który spędził w Chelsea zaledwie jedną kampanię. Brazylijczyk został ściągnięty w 2014 roku z Atletico Madryt, by wzmocnić rywalizację w defensywie londyńczyków. Wydawało się, że okoliczności mu sprzyjały. Wraz z nim na Stamford Bridge przyszli jego koledzy z Madrytu, czyli Thibaut Courtois oraz Diego Costa, a poza tym do towarzystwa miał rodaków w osobach Ramiresa, Oscara i Williana. Było tylko jedno „ale”. Jego rywalem do gry był nikt inny jak tylko sam Cesar Azpilicueta, grający u Jose Mourinho na lewej stronie defensywy. Filipe Luis nie był w stanie wygrać rywalizacji z Hiszpanem i większość pobytu w Londynie spędził na ławce rezerwowych. Jeśli grał, najczęściej miało to miejsce w meczach Ligi Mistrzów ze słabszymi rywalami, bądź w krajowych pucharach. Po upływie roku brazylijski obrońca wrócił skąd przyszedł, czyli do Atletico. Minęło parę tygodni i Filipe Luis znów grał w Madrycie jak za dawnych lat. Imponował formą, która skłoniła do transferu działaczy Chelsea. Dlaczego zatem jego przygoda w Londynie zakończyła się tak szybko? Jeśli w drużynie było dwóch zawodników na jedną pozycję, to jeden z nich musiał zasiąść na ławce rezerwowych i padło na Luisa, bo Jose Mourinho bardzo wysoko cenił Azpilicuetę. Szkoda zatem, że Brazylijczyk nie trafił do Londynu chociażby rok później. Być może wtedy doczekałby czasów Antonio Conte, gdyż na pozycję lewego wahadłowego mógłby być wręcz idealnym rozwiązaniem. Jego skłonność do ataku zapewne byłaby bardziej użyteczna w ustawieniu stosowanym przez poprzedniego trenera The Blues.

A Waszym zdaniem? Czy są jeszcze jacyś zawodnicy, których potencjału nigdy nie poznaliśmy w pełni?
źródło: własne

Komentarze (4):

wolnomyśliciel
+1
09.10.2018, 00:16 Użytkownik, komentarzy: 751 newsów: 0

Najbardziej szkoda Robbena. Bo w Realu już był niesamowity i miał kosmiczne statystyki. Był w swoim czasie największą gwiazdą Królewskich, co nie jest łatwe. No a potem w Bayernie to już wszedł na taki poziom że momentami moim zdaniem był w pierwszej 3 najlepszych piłkarzy świata.

Robben do tej pory jest praktycznie nie do zatrzymania mimo wieku. Niestety Robben musi grać u trenera który lubi ofensywną grę a u nas raczej takich było mało. Teraz za Sarriego jak byśmy mieli na lewej Hazarda i na prawej Robbena to byłaby rzeź... :)

Bredkom
+2
07.10.2018, 17:35 Użytkownik, komentarzy: 1877 newsów: 65

Fernando Torres powinien otwierać listę, zarząd sprzedał go bardzo pochopnie, Hiszpan nie miał czasu się "odblokować

Demba BA. Miał niewiele momentów by zaprezentować swoje umiejętności, ale zawsze kiedy tylko pojawiał się na boisku to imponował skutecznością. To nie ten kaliber graczy co Drogba czy Essien, ale kiedy w ataku Chelsea grał Torres przykro było patrzeć jak wielki Senegalczyk siedzi na ławce.

Za czasów Werderu byłem fanem talentu Marko Marina, i jego niepowodzenia w Chelsea nie rozumiałem, ale czas pokazał, że to był po prostu zawodnik jednego sezonu - przepadł już dawno temu.

KarusCFC
+2
07.10.2018, 08:39 Użytkownik, komentarzy: 2108 newsów: 0

Z listy najbardziej mi szkoda Robbena, bo Essien zrobił kawał kariery u Nas, mogło być więcej ale wielko szacunek.

,A waszym zdaniem? Czy są jeszcze jacyś zawodnicy, których potencjału nigdy nie poznaliśmy w pełni?'

Był taki jeden i jeśli robić takie zestawienia to powinien być na każdej liście na pierwszym miejscu wytluszczonym drukiem.

JOE COLE gdy był zdrowy i nic go nie bolało był na poziomie najlepszych na świecie robil absolutne cuda z piłka od początku swojej kariery. Był cholernie waleczny i zadziorny a do tego dochodziła szybkośc, niesamowity drybling, zagrania z magicznego kapelusza, równie piękne gole lewą i prawą noga, wiedział kiedy i jaka decyzję podjąć.

Niestety od początku również miał problemy zdrowotne, to co robił z piłka to w formie był nie daleko od takich magikow jak Ronalndinho.

Period, jak to mowia Amerykanie.

thesabr3
+1
07.10.2018, 07:48 Użytkownik, komentarzy: 192 newsów: 0

Ja osobiście jestem ciekaw jak potoczyła by się kariera chociażby Marco van Ginkela gdyby nie kontuzje

klubMPbramki
1Man City123232-5
2Chelsea122827-7
3Liverpool112719-4
4Man Utd122221-21
5Arsenal112124-14
6Tottenham112116-9
7Bournemouth122021-16
ZawodnikBA
1Eden Hazard84
2Alvaro Morata60
3Pedro Rodriguez41
4Ruben Loftus-Cheek40
5Ross Barkley34
6Willian34
7Olivier Giroud14
pokaż całą tabelę ligową pokaż całą tabelę strzelców
Internetowy Sklep Sportowy

ChelseaLondyn.pl - obserwuj nas na Twitterze
Następny mecz
Brak meczu!
Poprzedni mecz
Chelsea
0:0
Everton
Chelsea - Everton
11.11.2018, 15:15
Stamford Bridge (London)
Panel kibica
osób online
17182
aktywnych
uzytkowników
29588
dodanych
aktualności
Manchester City Nieoficjalny polski serwis The Foxes FanZone
Jaki scenariusz będzie najkorzystniejszy dla Marcina Bułki w nadchodzącym sezonie?
Wypożyczenie i regularna gra w Championship44,44%
Wypożyczenie i regularna gra w Premier League14,81%
Pozostanie w Chelsea i pełnienie roli trzeciego lub czwartego bramkarza3,7%
Dalszy rozwój w drużynach młodzieżowych Chelsea37,04%
27 odpowiedzi