[NzP]: Renesans Premier League? Jeśli nie teraz, to kiedy?

26.11.2017, 11:05 Bryan
Obecny sezon Ligi Mistrzów z dwóch powodów jest wyjątkowy dla wszystkich fanów angielskiej piłki. Po pierwsze, w tych elitarnych rozgrywkach występuje aż pięć zespołów z Wysp. Po drugie, przedstawiciele Premier League w końcu grają w tych rozgrywkach tak, jak chcieliby tego sympatycy tej ligi. Wobec tego coraz częściej zadawane jest pytanie: czy nadszedł wreszcie renesans Premier League?

Jeśli chodzi o grę w Lidze Mistrzów, w ostatnich sezonach wyspiarski futbol przeżywał spory kryzys. Od nieco niespodziewanego tryumfu Chelsea w 2012 roku, największym osiągnięciem angielskich drużyn był awans do półfinału tych rozgrywek. Sztuka ta udała się tylko dwukrotnie, w 2014 roku dokonali tego The Blues, a dwa lata później zrobił to Manchester City. W tym czasie Arsenal, którego zabrakło w tej edycji Ligi Mistrzów, radził sobie dobrze tylko w fazie grupowej. Jednak nie był w stanie przebrnąć 1/8 finału. Liverpool i Tottenham zaledwie okazyjnie pojawiały się w fazie grupowej. Natomiast Manchester United przez parę ostatnich lat w ogóle był nieobecny w piłkarskiej elicie. Taki stan rzeczy był raczej mierną rekomendacją dla zespołów Premier League. Krytycy tej ligi twierdzili wręcz, że angielskie zespoły są przysłowiowymi kolosami na glinianych nogach. Czasem ciężko było z tym polemizować, gdyż wyniki wyspiarskich drużyn świadczyły same za siebie.

Nic zatem dziwnego w tym, że dla wielu młodszych kibiców opowieści o angielskich drużynach dominujących w Europie brzmią zapewne niczym legendy. Tymczasem hegemonia futbolu wyspiarskiego nie jest wcale przeszłością odległą. W latach 2005–2012 tylko raz zdarzyło się, by w finale Ligi Mistrzów nie było ani jednego przedstawiciela Premier League. Bywało, że w półfinałach mieliśmy aż trzy angielskie zespoły. Wielu z nas z nostalgią wspomina zapewne sezon 2007/2008, gdy w finale spotkały się Manchester United oraz Chelsea… Angielski futbol był w tych latach niekwestionowaną potęgą na kontynencie. Ten piękny sen skończył się jednak w 2012 roku, a następny sezon przyniósł ze sobą nowe rozdanie w Lidze Mistrzów. Jak na ironię zwiastunem tego był fakt, iż Chelsea jako pierwszy w historii obrońca trofeum nie zdołała wywalczyć awansu z grupy.

Od kilku lat mamy do czynienia z dominacją futbolu hiszpańskiego, z domieszką siły niemieckiej w postaci Bayernu Monachium oraz potencjału włoskiego reprezentowanego przez Juventus. Lata 2013–2017 to cztery tryumfy drużyn z La Liga oraz jedno zwycięstwo giganta z Bundesligi. W elitarnym gronie finalistów raz znalazła się jeszcze Borussia Dortmund. Generalnie rzecz biorąc, wielką piątkę w ostatnich latach stanowiły: Real Madryt, FC Barcelona, Atletico Madryt, Juventus oraz Bayern Monachium. Żadna hegemonia nie trwa jednak wiecznie. Ostatnimi czasy mogliśmy zaobserwować większe lub mniejsze pęknięcia w układzie sił europejskiej piłki. Real Madryt dokonał czegoś niebywałego, dwa razy z rzędu wygrywając Ligę Mistrzów. Był to zarazem trzeci tryumf Królewskich, w ciągu ostatnich czterech lat. Nic dziwnego, że drużyna osiągająca takie sukcesy może być nieco „wyeksploatowana”. Takie wrażenie można odnieść, gdy przeanalizuje się bieżące wyniki Realu, który w La Liga zdążył już stracić sporo punktów i na chwilę obecną znajduje się dopiero na czwartym miejscu w tabeli, przy stracie siedmiu punktów do prowadzącej Barcelony. Poza tym czas nie stoi w miejscu i tyczy się to nawet wielkiego Cristiano Ronaldo. Portugalczyk, który bez wątpienia był najważniejszym architektem ostatnich sukcesów Królewskich, za rok skończy 33 lata, więc powoli będzie schodził z wielkiej piłkarskiej sceny. Być może bez niego Real nie będzie już tak mocny jak w ostatnich latach. FC Barcelona osiągnęła niebywały poziom w 2015 roku, ale zaraz po osiągnięciu szczytu, ta drużyna znalazła się na równi pochyłej. Rok później w ćwierćfinale okazała się słabsza od Atletico Madryt, natomiast w poprzednim sezonie na tym samym etapie została wyeliminowana przez Juventus. Podobną drogą zdaje się podążać Atletico. W 2016 roku drużyna Diego Simeone uległa Realowi Madryt w meczu finałowym dopiero po rzutach karnych. Tymczasem w tym roku jej awans do fazy pucharowej stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nie może być inaczej, gdy po pięciu meczach ma się na koncie sześć punktów, co daje tylko trzecie miejsce w grupie. Remisy z Qarabağ Ağdam stanowią dobitny dowód na kryzys tej drużyny. Bayern w 2013 roku zdeklasował wszystkich, zdobywając Puchar Europy, ale już w każdym kolejnym sezonie musiał uznawać wyższość hiszpańskich potęg. W obecnej kampanii Bawarczycy również nie wyglądają na tak mocnych jak parę lat temu. Straty punktów w Bundeslidze (w której dotychczas Bayern był niczym zespół z wyższej ligi), sromotna porażka 3:0 z Paris Saint-Germain, czy wreszcie zwolnienie trenera Carlo Ancelottiego dobitnie świadczą o tym, że nie wszystko funkcjonuje jak należy w bawarskiej drużynie. Nawet Juventus ma swoje problemy. Drużyna ta nie jest już jedyną dominującą siłą we Włoszech. Podopiecznym Massimiliano Allegriego wyrośli groźni przeciwnicy w postaci zespołów SSC Napoli, Interu Mediolan oraz Romy. Na chwilę obecną drużyny z Mediolanu i Neapolu wyprzedzają Juventus w tabeli ligi włoskiej, a Roma traci tylko jeden punkt. Krótko mówiąc, liga włoska staje się coraz bardziej konkurencyjna i jeśli Juventus będzie musiał angażować więcej sił do walki na krajowym podwórku, niż miało to miejsce dotychczas, piłkarze Starej Damy mogą odczuwać skutki tego w europejskich pucharach.

Tak jak podkreślono wcześniej, żadna hegemonia nie trwa wiecznie. Kto chociaż odrobinę interesuje się historią lub polityką, ten wie, że imperia rodzą się i upadają. Jednak zawsze bywało tak, że gdy jeden hegemon upadał, inna potęga wstępowała na jego miejsce. Podobnie jest w świecie piłki nożnej, ponieważ życie nie znosi pustki. Kłopoty dotychczasowych potentatów europejskiego futbolu sprawiają, że w układzie sił na szczycie powstaje pewna luka. Ta luka, przy odrobinie szczęścia i solidnej dawce dobrej gry, dla angielskich drużyn może stać się bramą wiodącą na szczyt. To właśnie przedstawiciele Premier League mogą wykorzystać problemy FC Barcelony czy Juventusu, by odzyskać pozycję hegemonów. Dlaczego taki scenariusz miałby się spełnić? Angielskie ekipy mają w swoich rękach wiele atutów, które w tym sezonie są szczególnie widoczne.

Pierwszy z nich to trenerzy. Właściwie już drugi sezon z rzędu mamy na Wyspach grono specjalistów z najwyższej półki. Antonio Conte, Pep Guardiola, Jose Mourinho, Jurgen Klopp, czy Maricio Pochettino – wystarczy wymienić nazwiska tych panów, by zdać sobie sprawę z tego, że to właśnie w Anglii pracują obecnie największe trenerskie sławy. Można mówić o tym, że Mourinho się wypalił i że nie ma szans na osiągnięcie czegoś wielkiego z Manchesterem United. Tylko że w 2010 roku też nikt na niego nie stawiał, a słynny The Special One dokonał wówczas czegoś niebywałego. Zdobył przecież Ligę Mistrzów z Interem Mediolan, gdzie teoretycznie dysponował przeciętnym składem. Jurgen Klopp i jego Liverpool mieli pewne problemy w fazie grupowej, ale w 2012 roku Borussia Dortmund również miała bardzo ciężką grupę, a mimo to wiosną następnego roku żółto – czarni rozbili Real Madryt w półfinale, a w finale minimalnie ulegli Bayernowi Monachium. Pep Guardiola podobno potrafi wygrywać tylko wtedy, gdy ma w drużynie wielkich zawodników, ale czy takim graczom jak Aguero, de Bruyne, Silva czy Stones naprawdę wiele brakuje do wielkości? Antonio Conte jak na razie nie ma się czym chwalić, jeśli chodzi o sukcesy w Lidze Mistrzów. Jednak to właśnie z tego powodu były selekcjoner reprezentacji Włoch będzie wyjątkowo zmotywowany, by osiągnąć sukces z Chelsea i tym samym udowodnić coś samemu sobie i całemu światu. Wszyscy wiemy, że pełen energii włoski taktyk jest nienasyconym zwycięzcą i zapewne nie spocznie, póki nie zdobędzie najważniejszego klubowego trofeum. Fakty są takie, że najlepsze angielskie drużyny mają na swoich ławkach trenerskich wybitnych fachowców, którzy nie raz dokonywali cudów prowadząc swoje drużyny.

Co łączy obecnych piłkarskich hegemonów? Istotnym czynnikiem są wielkie pieniądze, prestiż i swego rodzaju atrakcyjność marketingowa. Real Madryt czy Bayern Monachium to nie tylko wielkie drużyny piłkarskie, ale także wielkie marki. Pod względem finansowym drużyny angielskie nie odstają drastycznie od ścisłego europejskiego topu. Mało tego, czasem można odnieść wrażenie, że pod względem ekonomicznym, Premier League wręcz deklasuje rywali. Można się o tym przekonać chociażby podczas okien transferowych, gdy kluby angielskie biją rekordy wydatków. Symbolem możliwości finansowych Wyspiarzy może być przykład Evertonu. Drużyna, którą można zakwalifikować najwyżej do grona średniaków ligi, minionego lata wydała aż 158 milionów euro. Ile w analogicznym okresie wydały drużyny średniego szczebla z Hiszpanii albo Włoch? Przykładowo Real Sociedad zapłacił za transfery 15,5 miliona euro, czyli 1/10 wydatków The Toffees, a Lazio Rzym 28,5 miliona euro. Manchester City podczas ostatniego okna transferowego wydał aż 250 milionów euro, czyli więcej niż łączne wydatki Bayernu Monachium i Borussi Dortmund. Jeśli porówna się wydatki transferowe drużyn angielskich z przedstawicielami innych lig, nasuwa się prosty wniosek, iż przeciętne zespoły z Wysp potrafią wydać tyle, co topowe ekipy z Hiszpanii lub Włoch.

Pieniędzy angielskim drużynom nigdy nie brakowało, problem był jednak ze sprowadzaniem najlepszych zawodników oraz z utrzymywaniem perełek we własnych szeregach. Niestety, jeszcze parę lat temu regułą było, iż gwiazdy Premier League prędzej czy później padały łupem europejskich gigantów, przede wszystkim tych z La Liga. Tym sposobem w 2009 roku Cristiano Ronaldo zmienił Manchester United na Real Madryt, a cztery lata później z przystanku Tottenham w tę samą stronę wybrał się Gareth Bale. Z kolei Luis Suarez, który przez parę lat dokonywał nieprawdopodobnych rzeczy w barwach Liverpoolu, w 2014 roku wybrał ofertę Barcelony. Zdarzały się oczywiście transfery w odwrotną stronę, ale często do Anglii przychodzili zawodnicy, dla których zwyczajnie brakowało miejsca w składach hiszpańskich potęg. Z tego powodu do Arsenalu w 2013 roku przybył Mesut Özil, a rok później barwy Kanonierów przywdział Alexis Sanchez. Chwilę przed Sanchezem w Londynie pojawił się Cesc Fabregas, by tym razem przywdziać barwy Chelsea, a w 2015 roku na Stamford Bridge pojawił się Pedro Rodriguez. Dla londyńskich drużyn były to bardzo udane transfery, ale nie można także zaprzeczyć temu, że dla graczy takich jak Özil i Pedro po prostu nie było miejsca odpowiednio w Realu Madryt i w Barcelonie.

Tak było do niedawna, ale ta sytuacja powoli zaczyna się zmieniać. Symbolem przełomu był transfer Paula Pogby do Manchesteru United w 2016 roku. Oto bowiem do drużyny z Premier League przybył nie tylko zawodnik o wielkich umiejętnościach, ale także prawdziwa gwiazda i bardzo medialny piłkarz. Można dyskutować na temat czysto piłkarskiego potencjału francuskiego pomocnika, ale marketingowo to jest światowa czołówka. Drugi istotny przykład to historia Romelu Lukaku. Belgijski snajper po paru latach gry w Evertonie zdążył nieźle się wypromować i stał się jedną z gwiazd ligi angielskiej. Tego lata Lukaku zmienił klub, ale o jego podpis na kontrakcie nie rywalizowały ze sobą Real Madryt i Bayern Monachium, tylko Manchester United i Chelsea. Była to zatem sytuacja, w której transfer gwiazdy Premier League był wyłączną sprawą dwóch potentatów tej ligi. Belgijski napastnik wybrał grę w Manchesterze, więc Londyńczycy musieli znaleźć alternatywę i znaleźli ją w… Realu Madryt! Alvaro Morata, który zdecydował się na przejście do Chelsea, nie zawsze mógł liczyć na miejsce w podstawowym składzie Królewskich, ale miał za sobą bardzo dobry sezon. Gdyby Londyńczycy nie złożyli za niego odpowiedniej oferty, do transferu mogłoby nie dojść, gdyż Real wcale nie musiał sprzedawać swojego wychowanka. W sezonie 2015/16 swój potencjał objawiło wielu zawodników Leicester City, ale żaden z nich nie zmienił ligi. Z mistrzowskiej drużyny Lisów odszedł wówczas tylko N’Golo Kante, ale wybrał ofertę Chelsea, a zatem pozostał w Premier League. Tego lata AS Roma bardzo długo kusiła Riyada Mahreza. Algierczyk ponoć był także na celowniku Barcelony, ale skończyło się na tym, że do dnia dzisiejszego występuje na King Power Stadium. Podczas minionego okna transferowego Katalończycy ze wszystkich sił walczyli o pozyskanie Philippe Coutinho z Liverpoolu, ale nie udało im się pozyskać Brazylijczyka. Czy parę lat temu możliwe byłoby utrzymanie takich gwiazd na Wyspach? Można w to powątpiewać, kiedy przeanalizuje się historię transferów angielskich drużyn.

Na koniec najważniejsza rzecz, czyli wyniki. Nie od dzisiaj wiadomo, że pieniądze nie grają. Nawet najbardziej zasobny portfel nie pomoże, jeśli na boisku nie uda się pokonać przeciwnika. W obecnym sezonie angielskie kluby radzą sobie bardzo dobrze na boiskach Ligi Mistrzów. Manchester City oraz Tottenham już po czterech meczach zdołały zapewnić sobie awans do fazy pucharowej. Podopieczni Pepa Guardioli wręcz zdemolowali swoich grupowych rywali i dwukrotnie pokonali SSC Napoli, czyli wiodącą siłę włoskiej Serie A. Wielkiego wyczynu dokonali także zawodnicy Tottenhamu. Drużyna z White Hart Lane dwa razy okazała się lepsza od Borussi Dortmund i była w stanie powstrzymać wielki Real Madryt. Na wyjeździe gracze Mauricio Pochettino zremisowali z obrońcami trofeum 1:1, ale u siebie byli zdecydowanie lepsi i wygrali 3:1. Pewna awansu jest już także Chelsea. Londyńczykom przydarzyła się co prawda wyjazdowa wpadka z Romą, ale udało im się pokonać na wyjeździe Atletico Madryt 1:2. W dobrej sytuacji przed ostatnią kolejką są także drużyny Manchesteru United oraz Liverpoolu. Każda z nich zajmuje pierwsze miejsce w swojej grupie i wywalczenie awansu jest na wyciągnięcie ręki. Wyżej wspomniane zwycięstwa: Manchesteru City nad Napoli, Tottenahmu nad Realem i Borussią oraz Chelsea nad Atletico udowadniają, że angielskie zespoły wreszcie są w stanie wygrać z drużynami, które przez ostatnie lata wiodły prym na europejskich stadionach. Nie jest przypadkiem fakt, że wszystkie angielskie drużyny zajmują pierwsze miejsca w swoich grupach, na kolejkę przed końcem tej fazy rozgrywek. Wyspiarze po prostu pokazali swoją wyższość nad oponentami.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że obecny układ sił w europejskiej piłce niebawem może ulec zmianie. Dotychczasowi hegemoni mają swoje problemy i ta właśnie sytuacja jest ogromną szansą dla drużyn z Premier League na to, by po latach rozczarowań i porażek wreszcie odzyskać swoje miejsce na piłkarskiej mapie Europy. Angielskie kluby mają wybitnych trenerów, ogromne pieniądze i świetnych zawodników. Jednym słowem, przedstawicielom Premier League nie brakuje niczego do osiągania sukcesów w Europie. Bardzo istotny jest fakt, iż wyniki wyspiarskich ekip wreszcie potwierdzają ogromny potencjał, jakim te kluby dysponują. Można przytoczyć argument, że mamy dopiero fazę grupową i że najważniejsze mecze nadejdą wiosną, gdy angielskie ekipy będą mocno poturbowane po swoim świąteczno – noworocznym maratonie spotkań. Tyle tylko że dziesięć lat temu też tak było, a zespoły Manchester United oraz Chelsea, mimo wyczerpującego sezonu ligowego, potrafiły dotrzeć do finału Ligi Mistrzów i między sobą rozstrzygnąć sprawę Pucharu Europy.

Reasumując, angielskie zespoły mają w swoich rękach znaczne atuty, a reszta europejskiej stawki ma poważne problemy. Trzeba tylko wykorzystać tę sytuację. Renesans Premier League musi się dokonać właśnie teraz. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?
źródło: własne

Komentarze (2):

GruppenfuhrerWolff
0
27.11.2017, 12:44 Użytkownik, komentarzy: 5841 newsów: 0

Tylko MC i Chelsea mają szansę w LM...

i tylko dlatego, że mają dobrych trenerów

PiterSAW
+2
26.11.2017, 14:23 Użytkownik, komentarzy: 170 newsów: 0

Bardzo fajnie napisane. Duzy plusik
Wlasnie licze na to ze wszystkie angielskie kluby daleko zajda ale oczywiscie Chelsea wygra :)

klubMPbramki
1Man City174951-12
2Man Utd173536-12
3Chelsea173529-13
4Liverpool173338-21
5Tottenham173129-14
6Burnley173116-12
7Arsenal172931-23
ZawodnikBA
1Alvaro Morata104
2Eden Hazard85
3Michy Batshuayi 70
4Willian42
5Pedro Rodriguez34
6Marcos Alonso31
7Cesc Fabregas26
pokaż całą tabelę ligową pokaż całą tabelę strzelców
Internetowy Sklep Sportowy

ChelseaLondyn.pl - obserwuj nas na Twitterze
Następny mecz
Huddersfield Town
:
Chelsea
Huddersfield Town - Chelsea
12.12.2017, 21:00
The John Smith's Stadium (Huddersfield, West Yorkshire)
pokaż cały terminarz
Poprzedni mecz
West Ham
1:0
Chelsea
West Ham - Chelsea
M. Arnautovic 6`
9.12.2017, 13:30
London Stadium (London)
Panel kibica
osób online
17081
aktywnych
uzytkowników
27242
dodanych
aktualności
Manchester City Nieoficjalny polski serwis The Foxes FanZone
Który klub Premier League dokonał Twoim zdaniem najlepszych transferów w ostatnim okienku transferowym?
Chelsea48,39%
Manchester United19,35%
Manchester City32,26%
Tottenham0%
Liverpool0%
Arsenal0%
inny0%
31 odpowiedzi