[NzP]: Costa vs Drogba, czyli dwie mocne dawki bramek, ostrej gry i kontrowersji

26.03.2017, 10:15 Bryan
Obecny sezon jest pełen wrażeń dla Diego Costy. Wszystko zaczęło się w typowy dla niego sposób, czyli od niezbyt eleganckich zagrań i zwycięskiej bramki w meczu z West Hamem United. Potem było uspokojenie emocji i powrót do wysokiej formy. Pod okiem Antonio Conte nasz napastnik grał bardzo dobrze i ciężko pracował dla zespołu. Między innymi to dzięki niemu The Blues pewnie ulokowali się na szczycie tabeli Premier League. Na początku bieżącego roku nadszedł jednak czas na sprzeczkę z trenerem i nieco sensacyjną ofertę z Chin. Ostanie mecze Diego to na szczęście powrót do strzelania bramek.

O napastniku Chelsea było głośno od początku rozgrywek. Gary Cahill, pełniący obecnie funkcję kapitana drużyny The Blues, stwierdził, że Diego jest tak ważny dla zespołu, jak niegdyś Didier Drogba. Zupełnie innego zdania był legendarny napastnik Arsenalu, czyli Ian Wright. Anglik powiedział, że Costa w żaden sposób nie może równać się z Iworyjczykiem. Przyznam szczerze, że zaciekawiła mnie ta kwestia i postanowiłem zastanowić się nad nią nieco głębiej. W niniejszym artykule postaram się dokonać pewnej analizy porównawczej naszych dwóch snajperów. Celem tego przedsięwzięcia będzie udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy Diego Costa ma szansę na zapisanie w historii Chelsea FC karty równie pięknej, jak niegdyś Didier Drogba?

Bramki

Pierwsza i najważniejsza kwestia przy ocenie napastników. Należy odpowiedzieć na pytanie, jak nasi dwaj snajperzy wywiązywali się z głównego zadania napastników. W swoich trzech pierwszych sezonach Didier Drogba zdobył dla Chelsea 65 bramek. Diego Costa w analogicznym okresie czasu zanotował 54 trafienia, przy czym jego trzeci sezon wciąż jeszcze się nie skończył. Porównując ilość bramek ligowych można stwierdzić, że obecny snajper The Blues przewyższa legendarnego Iworyjczyka, gdyż pokonywał bramkarzy rywali 49 razy. Drogbie ta sztuka udała się 42 razy. Inaczej przedstawiają się statystyki w pucharach europejskich i krajowych. Drogba w latach 2004–2007 zdobył 12 bramek w Lidze Mistrzów i 11 bramek w pucharach krajowych. Na tym tle blado wyglądają liczby Costy. Reprezentant Hiszpanii zdobył dla nas dotychczas dwie bramki w Lidze Mistrzów i trzy bramki w FA Cup. Jak ma się zestawienie ilości meczów, do zdobytych bramek? Drogba w omawianym okresie rozegrał 142 mecze, natomiast Costa tylko 109. Średnia trafień nieznacznie wychodzi zatem na korzyść Diego. Wobec tego, można stwierdzić, że mamy do czynienia z dwójką równie skutecznych napastników.

Praca dla zespołu

W swoich dwóch pierwszych sezonach Drogba nie był napastnikiem sensu stricto. Oczywiście, grał w napadzie i często ustawiany bywał na szpicy, ale strzelanie bramek nie było jego jedynym zadaniem. W taktyce Jose Mourinho, nawet środkowy napastnik miał wiele zadań defensywnych i Drogba musiał dużo pracować dla zespołu. Iworyjczyk świetnie odnajdywał się w takiej roli i oprócz bramek notował sporo asyst. W pewnym sensie był kluczową postacią w ówczesnej formacji Chelsea. Stałym elementem gry londyńskiego zespołu było wówczas długie zagranie na wysokiego i bardzo dobrze grającego głową napastnika z Afryki. Gracz The Blues zazwyczaj odgrywał piłki do szybkich skrzydłowych i w ten sposób kręciła się cała gra Chelsea. Dopiero w swoim trzecim sezonie Drogba zmienił nieco swój boiskowy profil. Od kiedy u jego boku pojawił się Andrij Szewczenko, Iworyjczyk stał się bardziej zainteresowany strzelaniem goli. Wciąż ciężko pracował dla drużyny, ale zdobywał dużo więcej bramek. Efektem takiej przemiany było zdobycie 20 bramek i korona króla strzelców w sezonie 2006/07.

Diego Costa natomiast od początku pełnił rolę typowego snajpera. Od pierwszego dnia strzelał dużo bramek (jego historycznym wyczynem było zdobycie hat tricka już w czwartym meczu) i w głównej mierze zainteresowany był atakowaniem bramki rywala. Również pracował dla zespołu, ale z pewnością w mniejszym stopniu, niż Drogba w swoich pierwszych latach. Inna sprawa, że była to też kwestia nieco odmiennej taktyki i partnerów boiskowych o innej charakterystyce. Costa zmienił swój styl gry dopiero po pojawieniu się Antonio Conte i zastosowania słynnego ustawienia 3–4–3. Wówczas reprezentant Hiszpanii stał się nie tylko środkowym napastnikiem, ale też pierwszym obrońcą i swego rodzaju playmakerem, odgrywającym piłki do bocznych napastników. Nie notuje z pewnością tylu asyst, ile niegdyś miał na koncie Drogba, ale w taktyce zespołu Antonio Conte jest z pewnością nie mniej ważny, niż Iworyjczyk w maszynce Mourinho.

Kontrowersje, faule, kartki

Nazwisko Diego Costy mogłoby w zasadzie stanowić jeden z synonimów dla przymiotnika „kontrowersyjny”. Na temat nietypowych zachowań boiskowych reprezentanta Hiszpanii można napisać całkiem ciekawą książkę. Jeszcze w czasach Atletico znany był ze swojej agresywnej gry i gorącej głowy, ale to, co robił na Wyspach przeszło najśmielsze oczekiwania. Zdarzały się mecze, w których zamiast grać w piłkę, myślał tylko o przepychaniu się z rywalami. Dyscyplinarne zawieszenia były u niego właściwie normą. W swoich dwóch pierwszych sezonach był zawodnikiem, na którego najgłośniej gwizdano na angielskich stadionach. Trzeba przyznać, że od kiedy stery w drużynie objął Antonio Conte, nasz napastnik nieco pohamował swój temperament. W bieżącym sezonie ani razu nie otrzymał czerwonej kartki i tylko raz zdarzyło mu się pauzować za nadmiar żółtych kartoników. Właściwie tylko w pierwszym meczu ligowym z West Hamem i w ostatnim starciu ze Stoke można było mieć do niego pretensje za zbyt nerwowe zachowania. Zabrzmi to groteskowo, ale należałoby stwierdzić, że w obecnym sezonie Diego jest grzeczny i zachowuje się tak, jak powinien to robić profesjonalny piłkarz. Groteska bierze się stąd, że w minionych latach różnie bywało z poziomem jego boiskowej inteligencji, o czym zresztą wszyscy fani wiedzą.

Czy taki typ twardo grającego i kontrowersyjnego snajpera nie przypomina wam kogoś? Jak dla mnie to widać tutaj pewne podobieństwo do Didiera Drogby. Przesadzam? A co można powiedzieć o regularnie otrzymywanych czerwonych kartkach w Lidze Mistrzów? Niepotrzebny faul na Victorze Valdesie w lutym 2005 roku, czy uderzenie w twarz Carlosa Teveza w finale tych rozgrywek trzy lata później, chwały Didierowi z pewnością nie przyniosły. Podobnie jak wykrzykiwanie w stronę kamer: To jest pie*** hańba!, po słynnym meczu z FC Barceloną w 2009 roku. W tej ostatniej sytuacji można powiedzieć, że wzburzenie naszego zawodnika było uzasadnione, z uwagi na dyskusyjne decyzje głównego arbitra, ale takie zachowanie z pewnością nie znalazłoby się w podręcznikach dla młodych adeptów futbolu. Nie da się zaprzeczyć temu, że legendarny Iworyjczyk od swojego pierwszego meczu w niebieskich barwach wzbudzał sprzeczne emocje. Może nie był aż tak nieokiełznany jak Costa, ale również zdarzało mu się stracić panowanie nad nerwami i wdać się w niepotrzebne awantury na boisku. Bywało też, że przez swoje niewłaściwe zachowanie wylatywał z boiska, osłabiając swój zespół. Jak podkreśliłem wcześniej, zdarzało mu się to nawet w tak decydujących momentach, jak finał Ligi Mistrzów. Pomimo tego, kontrowersyjne zachowania nie przeszkodziły mu w zapisaniu się złotymi zgłoskami w historii Chelsea.

Sympatia fanów

Czy Diego Costa jest nienawidzony w całej piłkarskiej Anglii? Oczywiście, że nie. Jest jedno szczególne miejsce, gdzie Brazylijczyk jest wciąż uwielbiany. Chodzi rzecz jasna o stadion Stamford Bridge. Na obiekcie Chelsea widnieją ogromne banery przedstawiające napastnika The Blues i nieco zabawnie brzmiący w języku polskim napis: "Diego Costa The Guv'nor". To jednak nie wszystko. Podczas meczów londyńczyków słychać także imię naszego napastnika, skandowane przez niebieskich fanów. Diego! Diego! Diego! to zawołanie rozbrzmiewa podczas każdego meczu naszych ulubieńców. Wypadałoby zadać pytanie, czy ktokolwiek słyszał, by skandowane były nazwiska Edena Hazarda, Williana, czy Davida Luiza? Niekoniecznie? No właśnie. Nasz napastnik jest chyba jedynym graczem tak bardzo popularnym w trakcie meczów. Ciężko pozbyć się wrażenia, że im bardziej Costa jest nienawidzony na innych stadionach, tym bardziej kochany jest na Stamford Bridge. Fani zawsze uwielbiają zawodników, którzy poświęcają się w 100% dla zespołu, nawet jeśli nie wszystkie zagrania na boisku wychodzą zgodnie z planem. Didier Drogba oczywiście również był i w zasadzie jest nadal ulubieńcem fanów, jednak ciężko było pozbyć się wrażenia, że wielka miłość na linii zawodnik – kibice narodziła się nieco później. W pierwszych latach w walce o popularność przegrywał raczej z atakami zawodnikami jak Frank Lampard czy John Terry. Drogba również doczekał się pięknych i zasłużonych zresztą banerów, ale musiał na nie czekać zdecydowanie dłużej, niż Costa.

Spekulacje transferowe

Domyślam się, że wielu czytelników po przeczytaniu dwóch pierwszych akapitów tego artykułu, pomyślało sobie zapewne: Po co w ogóle rozpatrywać taką kwestię? Przecież Costa odejdzie latem, a w jego miejsce najprawdopodobniej przyjdzie Lukaku. Niektórzy mogą uważać też, że same spekulacje transferowe są kompletnie nie na miejscu, w przypadku zawodnika, który miałby aspirować do miana legendy zespołu. Czyżby? W takim razie cofnijmy się nieco w przeszłość, by prześwietlić losy Drogby pod tym względem.

Być może nie wszyscy fani o tym pamiętają, ale nasz legendarny Didier również bywał bohaterem wielu plotek transferowych. Latem 2006 roku po przybyciu Andrija Szewczenki bywał wręcz „wypychany” z drużyny, na co zdarzyło mu się zareagować nerwowym: Wszyscy chcą żebym odszedł, a co będzie jeśli zostanę? W gruncie rzeczy Iworyjczyk mógł wydawać się wówczas zbędny na Stamford Bridge. Po sprowadzeniu ukraińskiego snajpera z AC Milan, mówiło się także o możliwości ściągnięcia Fernando Torresa, lub Carlosa Teveza. Nieco ponad rok później londyński zespół opuścił Jose Mourinho. Kto wówczas był wymieniany jako zawodnik, który rzekomo najbardziej chciał opuścić zespół, by podążyć za swoim dawnym szefem? A jakże, Didier Drogba! Portugalczyk czynił podchody pod swojego byłego podopiecznego w lecie 2009 roku. Wówczas jednak na Stamford Bridge przybył Carlo Ancelotti i od razu zadeklarował, że chce mieć Drogbę w swoich szeregach. Z transferu nic nie wyszło, podobnie stało się rok wcześniej. Latem 2008 roku reprezentant WKS był bowiem kuszony przez wielki Real Madryt. W tym samym czasie mówiło się też o tym, że mocno interesował się nim AC Milan… Tak, tak, Didier Drogba był łączony z wieloma drużynami, nie rzadziej niż obecnie dzieje się to z Diego Costą. Natomiast jeśli kogoś denerwują słowa reprezentanta Hiszpanii, sugerujące chęć powrotu do Atletico Madryt, to mogę przypomnieć tylko, że Drogba również ciepło wypowiadał się o Marsylii i wielokrotnie deklarował, że jego powrót tam nie jest wykluczony. Wobec tego zaryzykowałbym stwierdzenie, że plotki transferowe łączące Diego Costę z Chinami to nic wielkiego, w porównaniu z licznymi sagami transferowymi, których bohaterem był Didier Drogba.

Co właściwie chciałem wykazać w tym artykule? Czy chodzi mi o to, by oznajmić wszem i wobec, że Diego Costa jest równy Didierowi Drogbie i z pewnością będzie legendą Chelsea? Oczywiście, że nie. Może zatem dałbym głowę, że tak się nie stanie i niebawem Costa odejdzie w niesławie do Azji? Po raz drugi mógłbym zaprzeczyć. Przyszłość jest zbyt nieprzewidywalna, by wydawać takie osądy, nawet w świecie futbolu. Jednak po przeanalizowaniu przeszłości w odniesieniu do Drogby i teraźniejszości, mając na uwadze występy Diego Costy można wysnuć pewne wnioski. Najważniejszy z nich jest taki, że kariera dwóch wyżej wymienionych zawodników ma wiele punktów wspólnych. Jak wykazałem wcześniej i w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia ze sporą dawką kontrowersji. Czerwone karki Drogby z Ligi Mistrzów i awantury Costy to w sumie podobny kaliber zachowań. Obecne spekulacje transferowe wiążące snajpera Chelsea z transferem do Chin są sensacyjne w tym samym stopniu, co łączenie Drogby z Interem lub Realem parę lat temu. Z drugiej strony w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z napastnikami, którzy potrafią nie tylko zdobywać bramki. Zarówno Drogba jak i Costa to goście, których charakteryzuje ostra walka w obronie i w ataku. Każdy z nich może stanowić przykład zawodnika, który potrafi zdobywać ważne bramki i zarazem ciężko pracować dla zespołu. Jeden i drugi gracz to bardzo istotne elementy w formacjach swoich drużyn.

A teraz najważniejsze pytanie: Czy w 2007 roku ktoś spodziewał się, że Didier Drogba może być prawdziwym liderem i legendą zespołu? Wydaje mi się, że niewiele było takich osób. W tamtych czasach Drogba był postrzegany raczej jako zawodnik o kapryśnej formie i takim też charakterze. Wielu oceniało go jako takiego typowego najemnika, czyli zawodnika w stylu: przyjdzie, postrzela trochę i odejdzie. Wielu kibiców Chelsea było poirytowanych wysyłanymi przez niego sprzecznymi komunikatami odnośnie przyszłości i transferów. Nie raz i nie dwa stawiano na nim krzyżyk.

Co było potem? Didier przetrwał wszystkie swoje złe momenty z lat 2008–2009, został na Stamford Bridge i w końcu stał się kluczowym zawodnikiem naszej drużyny. Niemniej jednak wszystko zaczęło się mniej więcej od połowy 2009 roku. Iworyjczyk odrodził się po przybyciu Guusa Hiddinka i powoli dojrzał do roli lidera zespołu. W sezonie 2009/10 był już jedynym z niekwestionowanych przywódców drużyny i tej pozycji właściwie nie oddał do pamiętnego finału Ligi Mistrzów w 2012 roku. Ten historyczny mecz był apogeum poczynań Didiera Drogby, jako lidera Chelsea FC. Można było odnieść wówczas wrażenie, że Drogba nie jest zwykłym zawodnikiem, tylko po prostu żywym pomnikiem. To przecież on przywrócił nam nadzieje, zdobywając wyrównującą bramkę w końcówce meczu i wreszcie to on wykorzystał decydującą jedenastkę…

W ten właśnie sposób Didier Drogba zapisał się w historii Chelsea Football Club. Pomyśleć, że na początku swojej przygody z tym zespołem, był tylko agresywnie grającym i nieco chimerycznym napastnikiem. Podobnie jak w przypadku pewnego Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem… Wielu fanów Chelsea już skreśliło Diego Costę i życzy mu rychłego transferu do Chin. A może trochę zbyt wcześnie na to? Jak starałem się wykazać wyżej, nasi dwaj snajperzy są do siebie bardzo podobni, pod wieloma względami. Skoro Drogba mógł zapisać tak piękną kartę w historii drużyny ze Stamford Bridge, to dlaczego Costa miałby tego nie dokonać?
źródło: własne
klubMPbramki
1Chelsea389385-33
2Tottenham388686-26
3Man City387881-40
4Liverpool387678-42
5Arsenal387577-44
6Man Utd386955-30
7Everton386162-44
ZawodnikBA
1Diego Costa226
2Eden Hazard167
3Pedro Rodriguez1210
4Willian114
5Gary Cahill80
6Cesc Fabregas611
7Marcos Alonso63
pokaż całą tabelę ligową pokaż całą tabelę strzelców
ChelseaLondyn.pl - obserwuj nas na Twitterze
Następny mecz
Brak meczu!
Poprzedni mecz
Arsenal
2:1
Chelsea
Arsenal - Chelsea
Sanchez 4'
Ramsey 79'
Diego Costa 76'
27.05.2017, 18:30
Wembley
Panel kibica
osób online
17011
aktywnych
uzytkowników
25914
dodanych
aktualności
Magiafutbolu.pl - Ciekawie i wesoło o piłce nożnej. FalaSportu.pl – od fanów dla fanów Manchester City Nieoficjalny polski serwis The Foxes
Który z piłkarzy Chelsea jest Twoim zdaniem najbardziej niedoceniany?
Cesar Azpilicueta44,12%
Nemanja Matić5,88%
Victor Moses8,82%
Marcos Alonso26,47%
Cesc Fabregas11,76%
inny2,94%
34 odpowiedzi