Sygnały ostrzegawcze

19.02.2017, 00:03 Bryan
Dosyć długo wzbraniałem się przed poruszeniem tej kwestii, bo miałem nadzieję, że sprawa jakoś rozejdzie się po kościach. Sądziłem, że wyjazdowy mecz z Tottenhamem był jednorazową chwilą słabości, gorszym dniem jaki przydarza się nawet najlepszym. Niestety problem pozostał. Może nie pogłębił się zbytnio, ale jest i nie daje spokoju. Może jeszcze nie ma powodów do paniki, ale ewidentnie coś jest nie tak, jak być powinno.

Czy w przypadku Chelsea FC można mówić o jakimkolwiek kryzysie? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie. Podopieczni Antonio Conte od listopada znajdują się na szczycie tabeli Premier League. Przewaga nad drugim Manchesterem City jest w miarę bezpieczna i wynosi 8 punktów. The Blues zdobyli już 52 bramki, co stawia ich na trzeciej pozycji w tej klasyfikacji, zaraz za Arsenalem i Liverpoolem, czyli zespołami które zanotowały 54 trafień. Zaledwie 18 bramek straconych sprawia, że londyńczycy przewodzą w klasyfikacji zespołów z najmniejszą liczbą straconych goli, ex aequo z Tottenhamem. W szeregach The Blues są: jeden z najskuteczniejszych strzelców ligi, czyli Diego Costa i bramkarz mający na koncie najwięcej czystych kont – Thibaut Cortois. Do tego można wspomnieć o tytułach dla najlepszego menedżera ligi dla Antonio Conte, czy nagrodzie dla strzelca najładniejszej bramki miesiąca, którą zdobył Pedro Rodriguez. Mogłoby się wydawać, że zespół ze Stamford Bridge pewnie zmierza po tytuł mistrzowski i jak ostatnio stwierdził Paul Lambert, drużyna ta nie ma żadnych słabych punktów.

Jak powszechnie wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla postronnego obserwatora Premier League mogłoby się wydawać, że rzeczywiście The Blues wciąż są w wysokiej formie i nikt nie będzie w stanie ich powstrzymać przed sięgnięciem po szósty w historii klubu tytuł mistrzowski. Jednak jeśli ktoś regularnie ogląda mecze londyńczyków (tak jak większość fanów tej drużyny) bez trudu może zauważyć, że od wyżej wspomnianego meczu z Tottenhamem, czyli od początku bieżącego roku, coś delikatnie się zacięło w sprawnej dotychczas niebieskiej maszynie.

Przeanalizujmy na spokojnie mecze rozegrane przez Chelsea w 2017 roku. Zaczęliśmy od porażki 0:2 z Tottenhamem, potem były zwycięstwa, 3:0 z Leicester i 2:0 z Hull City. Następnie przyszła pora na remis 1:1 z Liverpoolem, zwycięstwo 3:1 z Arsenalem i remis 1:1 z Burnley. W tym czasie rozegraliśmy również trzy mecze w ramach rozgrywek FA Cup. W 3. rundzie tych rozgrywek pokonaliśmy Peterborough 4:1. W kolejnej rundzie naszym łupem padł zespół Brentford z wynikiem 4:0. Przed paroma godzinami zakończył się mecz 5. rundy tych rozgrywek, w którym The Blues pokonali Wolverhampton 2:0.

Wyniki to jedno, ale istotna jest również gra, a ta w omawianym okresie wyraźnie kuleje. Kto oglądał powyższe mecze, ten doskonale zdaje sobie sprawę z tego, w jakich tarapatach bywali The Blues. Meczu z Tottenhamem nie trzeba zbytnio komentować, bo byliśmy wyraźnie słabsi od rywala. Leicester udało się pokonać, ale nie oszukujmy się, po mistrzowskiej formie tego zespołu zostały już tylko wspomnienia. Mecz z Hull zakończył się zwycięstwem, ale problemy z pokonaniem Tygrysów były przecież ogromne. Można zaryzykować stwierdzenie, że w tamtym meczu to zawodnicy Marco Silvy stwarzali lepsze okazje bramkowe, chociaż walczą o utrzymanie, a nie o tytuł mistrzowski. Spotkanie z Liverpoolem również stało momentami pod znakiem kompletniej dominacji The Reds. Remis na Anfield Road był bolesny tym bardziej, że podopieczni Conte mieli bardzo dobre sytuacje do tego, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Mecz z Arsenalem jest swego rodzaju wyjątkiem, bo był to jedyny pojedynek w tym okresie, w którym Chelsea była wyraźnie lepsza. Tylko w meczu z podopiecznymi Arsene'a Wengera fani The Blues mogli być spokojni o wynik, od pierwszej do ostatniej minuty spotkania. Mecz z Burnley był kolejną porcją problemów, które okazały się nie do przebrnięcia. Gracze Antonio Conte nie byli w stanie odpowiedzieć na wyrównującą bramkę rywali i dlatego tydzień temu dorobek punktowy naszych ulubieńców powiększył się tylko o jedno oczko. Dzisiejszy mecz z Wolverhampton również był bardzo ciężki i obronę rywali udało się przełamać dopiero w 65. minucie. Kto wie, jak potoczyłyby się losy tego starcia, gdyby na początku mecz George Saville trafił w światło bramki strzeżonej przez Begovicia…

Czy przypadkiem taka kombinacja wyników nikomu niczego nie przypomina? Ja osobiście widzę pewną analogię i niestety nie jest ona przyjemna. Podobnie zaczął się dla nas rok, w którym zdobyliśmy ostatni tytuł mistrzowski. Na początku 2015 roku zanotowaliśmy wyjazdową porażkę z… Tottenhamem. Mecz na White Hart Lane okazał się wówczas momentem przełomowym. O ile w 2014 roku Chelsea prowadzona przez Jose Mourinho grała dosyć pewnie i potrafiła bez większych problemów pokonywać rywali, o tyle po nowym roku wszystko zmieniło się na niekorzyść The Blues. Po porażce z zespołem Spurs przyszło wysokie zwycięstwo nad Swansea 5:0, a potem były wywalczone w wielkich bólach zwycięstwa jedną bramką (2:1 z Aston Villą, 3:2 z Hull City, 2:1 ze Stoke City), lub remisy (1:1 z Burnley, 1:1 z Southampton). Chelsea prowadzona przez Portugalczyka zdobyła ostatecznie mistrzostwo Anglii, ale ciężko było oprzeć się wrażeniu, że tytuł ten został wywalczony ostatkiem sił. Wyglądało po prostu na to, że przewaga wywalczona przez pierwszą część sezonu, wystarczyła do osiągnięcia bezpiecznej strefy buforowej. Innymi słowy, rywale nie byli w stanie dogonić londyńczyków, gdyż przewaga wypracowana przez pierwszą część sezonu była zbyt duża.

Dzisiaj również mamy fotel lidera, dosyć dużą przewagę i nieco podobną sytuację. W 2017 roku The Blues nie zachwycają już swoją grą, tak bardzo jak miało to miejsce jeszcze kilka tygodni temu. Być może „kryzys” nie jest jeszcze najlepszym określeniem na obecną sytuację londyńskiej ekipy, ale mówienie o „sygnałach ostrzegawczych” jest jak najbardziej zasadne. Skoro Wolverhampton, czyli zespół który martwi się o ligowy byt w Championship, sprawia poważne zagrożenie pod bramką Begovicia, to chyba ewidentnie z zespołem Antonio Conte nie wszystko jest w porządku. Przemawia za tym również fakt, iż jedynie w meczu z Arsenalem udało się ostatnio bezdyskusyjnie zdominować rywala. Dobra gra zawodników Hull czy Burnley to jedno, ale fatalna skuteczność i kompletny brak dokładności w grze liderów ligi to dużo poważniejszy problem. Liderowi tabeli po prostu nie przystoi grać tak niedokładnie, jak miało to miejsce w starciach z Wolverhampton, czy Burnley. Zawodnicy Chelsea powinni pamiętać o tym, że wyścig o tytuł mistrzowski jeszcze się nie zakończył. Przewaga ośmiu punktów jest dosyć spora, ale jak najbardziej możliwa do roztrwonienia.

Być może niektórym wydaje się, że przesadzam i że skoro dwa lata temu byliśmy w stanie utrzymać przewagę, mimo słabszej gry, to równie dobrze możemy zrobić to teraz. Rzeczywiście jest taka możliwość. Możemy po prostu jako tako dociągnąć do mety i zdobyć mistrza. Pytanie tylko, czy tego właśnie byśmy chcieli? Czy jako fani tej drużyny, chcemy do końca sezonu stresować się przed końcem każdego meczu, przy wyniku 1:0. Tak właśnie to wyglądało w ostatnim sezonie mistrzowskim i to wcale nie było przyjemne. Odnoszę wrażenie, że pierwszy raz od bardzo dawna mamy szansę wskoczyć na wyższy poziom. Mamy bowiem trenera, który wiele wymaga od swoich zawodników, ale i od siebie. Mentalność naszych ulubieńców jest zdecydowanie inna, niż bywało to w przeszłości. Widać po nich, że starają się nie myśleć o tym, by nie przegrać meczu, ale usiłują pewnie wygrywać mecze. Doczekaliśmy się czasów, w których The Blues starają się grać efektownie i efektywnie. Jednym słowem, weszliśmy na ścieżkę właściwą prawdziwym mistrzom. Szkoda by było zbaczać z tego szlaku i liczę na to, że na Stamford Bridge nikt nie zignoruje sygnałów ostrzegawczych, jakim były ostatnie mecze. Liczę na to, że w najbliższych tygodniach podopieczni Antonio Conte znów przypomną sobie, jak grał zespół, który nie tak dawno był postrachem tej ligi i potrafił zanotować 13 ligowych zwycięstw z rzędu. No i w końcu liczę na to, że na koniec sezonu będziemy mogli zobaczyć Gary’ego Cahilla i innych graczy The Blues, szybujących nad rywalami…
źródło: własne
klubMPbramki
1Man City92532-4
2Man Utd82021-2
3Tottenham81715-5
4Chelsea91617-10
5Watford91515-17
6Newcastle91410-8
7Arsenal81312-10
ZawodnikBA
1Alvaro Morata72
2Michy Batshuayi 70
3Pedro Rodriguez33
4Cesar Azpilicueta24
5Tiemoue Bakayoko23
6Eden Hazard23
7Marcos Alonso21
pokaż całą tabelę ligową pokaż całą tabelę strzelców
Internetowy Sklep Sportowy

ChelseaLondyn.pl - obserwuj nas na Twitterze
Następny mecz
Brak meczu!
Poprzedni mecz
Chelsea
4:2
Watford
Chelsea - Watford
Pedro 12`
M. Batshuayi 71`
C. Azpilicueta 87`
M. Batshuayi 95`
A. Doucoure 47`
R. Pereyra 50`
21.10.2017, 13:30
Stamford Bridge (London)
Panel kibica
osób online
17071
aktywnych
uzytkowników
26977
dodanych
aktualności
Manchester City Nieoficjalny polski serwis The Foxes FanZone
Który klub Premier League dokonał Twoim zdaniem najlepszych transferów w ostatnim okienku transferowym?
Chelsea54,17%
Manchester United16,67%
Manchester City29,17%
Tottenham0%
Liverpool0%
Arsenal0%
inny0%
24 odpowiedzi