Niedziela z publicystyką: "Diego Costa – boiskowy bandyta czy znakomity napastnik?"

15.11.2015, 19:17 Jakub Karpiński
Wielu jest na świecie piłkarzy, którzy czarują kibiców na całym świecie swoimi umiejętnościami i zaskarbiają sobie szacunek również u sympatyków innych klubów, niż tego, dla którego grają. Wirtuozi piłki nożnej są podziwiani przez każdego konesera piłkarskiej sztuki, przyznaje się im wielkość nawet gdy zadają ciosy naszym ulubieńcom. Są jednak wyjątki od tej reguły. Są piłkarze, których pomimo ich wielkich umiejętności, nienawidzi dosłownie każdy oprócz fanów drużyny, w której gra. Jeśli mowa o takich przypadkach, to na myśl od razu przychodzą dwa nazwiska: Luis Suárez podczas swojego pobytu w Liverpoolu i oczywiście Diego Costa, który gra na nerwach angielskim kibicom już od ponad roku, odkąd przeniósł się z Madrytu do londyńskiej Chelsea. Dziś bliżej przyjrzymy się Brazylijczykowi z hiszpańskim paszportem. Czy stała krytyka jego postawy na boisku jest uzasadniona? Czy jest on po prostu twardym, walecznym i niebojącym się niczego napastnikiem? Może jest on tylko ofiarą procesu przechodzonego przez nowoczesny futbol, w którego efekcie staje się on coraz bardziej delikatny?

Ilu jest zawodników, tyle różnych historii o nich. Podobnie jest oczywiście w przypadku postawnego Brazylijczyka z Lagarto, którego kariera nabrała tempa relatywnie późno. Najważniejszymi kreatorami sukcesu Diego Costy byli trenerzy Realu Valladolid i Atlético Madryt: José Luis Mendilibar i Diego Pablo Simeone. To oni wyciągnęli z wyglądającego przeciętnie, niczym nie wyróżniającego się zawodnika to, co w nim najlepsze. Z przeciętniaka i pośmiewiska stał się on prawdziwym koszmarem każdego obrońcy i maszynką do strzelania goli. Agresja i gra na granicy przepisów to jednak cecha, która towarzyszy temu napastnikowi od samych podryg jego prawdziwej, piłkarskiej kariery. Do 14 roku życia Costa nie trenował profesjonalnie w żadnym klubie – swoją miłość do piłki nożnej spełniał na ulicy grając ze starszymi, silniejszymi od siebie kolegami. Jak wspomina, większość tych meczów kończyła się bójką. Właśnie tam Diego nauczył się temperamentu, waleczności i fizycznej strony gry. Teraz jest z tego dumny, sam tłumaczy, że na tym polega jego skuteczność. Gdy przyjechał do Hiszpanii, grał w swoim stylu, używał nawet łokci. Gdy odgwizdywano za to faule i karano go żółtymi kartkami, dziwił się. Tłumaczył się wtedy w następujący sposób: „Myślałem, że używanie łokci podczas gry jest normą. Tak zostałem nauczony.”

Image and video hosting by TinyPic


Znamy piłkarzy, których zalicza się do najlepszych na świecie i są kojarzeni tylko ze swoimi wynikami oraz sukcesami. Poza grą w piłkę nie skupiają się oni na niczym innym. Wykonują po prostu swoje zadanie. Są jednak też tacy gracze, którzy do sukcesów i wyników dążą w swój własny, oryginalny sposób. Takim kimś jest właśnie gigant o twarzy zabójcy ze Stamford Bridge. Reprezentant Hiszpanii od początku każdego meczu stara się pokazać parze odpowiedzialnych za krycie go obrońców, kto tu rządzi, kto jest silniejszy i kto kogo ma się dziś obawiać. Gra na granicy faulu i próby swego rodzaju zastraszenia przeciwnika to zapewne jego własny sposób podbudowania pewności siebie, dzięki której będzie mógł wykorzystać w zmaganiach swoje umiejętności do maksimum. Ma to zapewne związek z pewnymi lukami w wyszkoleniu technicznym Brazylijczyka, które są wytłumaczalne biorąc pod uwagę stosunkowo późny początek jego profesjonalnej kariery. Ale z drugiej strony, odpowiedź na pytanie „Po co mu te wszystkie zaczepki?” może być zdecydowanie prostsza. To jest po prostu charakter tego człowieka. Jaki, jeśli nie taki temperament i jakie zachowanie pasuje do faceta, który od najmłodszych lat był poniżany przez swoich braci, który spędzał po szkole godziny na ulicy grając w piłkę nożną „bez zasad”?

Warto zauważyć fakt, że tępienie prowokacyjnej postawy Costy podczas meczów nie tyle zaczęło się, co nasiliło i osiągnęło swoje apogeum po zmianie przez niego klubu. Przeprowadzka na Stamford Bridge wiązała się dla byłego snajpera „Los Colchoneros” z wieloma innymi zmianami, niż miejsce zamieszkania i reprezentowane barwy. Najważniejsza z nich, to inna kultura gry i podejście do piłki nożnej. Nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo hiszpański i angielski futbol się różnią. Z jednej strony w Hiszpanii Costa za swoje występki zdecydowanie częściej był karany – żółte kartki zbierał praktycznie tydzień w tydzień. W Anglii sędziowie są bardziej pobłażliwi, ale tego samego absolutnie nie można powiedzieć o mediach, ekspertach, rodzimej federacji oraz kibicach. Pomimo swojego bardzo udanego i bogatego w zdobycz bramkową wejścia w nową ligę, zamiast chwalić go, kibice na Costę zdecydowanie częściej narzekali. Angielska piłka na przestrzeni ostatnich lat zmieniła się diametralnie. Anglosaskie 4-4-2, dwóch skrzydłowych z kredą na butach co chwilę dośrodkowujących piłkę do rosłego napastnika, twarda gra w środku, tolerancja ostrej gry – to wszystko jest już, przynajmniej do pewnego stopnia, wspomnieniem. Premier League to dziś ogromne pieniądze, najbogatsza liga w graczy różnych narodowości, a co za tym idzie – z różnych kultur futbolu. Jeśli spojrzymy na składy czołowych klubów ligi, to więcej jest w nich Hiszpanów, Brazylijczyków, ogólnie rzecz biorąc – obcokrajowców, niż Anglików. Wraz z nimi do Anglii przyjechała bardziej techniczna gra, filigranowi, do perfekcji wyszkoleni technicznie dryblerzy oraz zawodnicy rewolucjonizujący utarte schematy gry na swojej pozycji. Taki Costa pasowałby idealnie do Premiership w wersji retro. Sam Alan Shearer (najlepszy strzelec w historii ligi) przyznaje, że grał tak samo, jak dziś robi to Brazylijczyk. Roy Keane, Vinnie Jones, Eric Cantona, nawet wspomniany we wstępie Suárez – ci wszyscy panowie nie tylko strzelali bramki, ale również grając agresywnie potrafili od początku meczu wypracowywać sobie u obrońcy respekt do siebie. Dołączając agresję do swoich świetnych umiejętności strzeleckich stawali się nie do zatrzymania. Puentą do której zmierzam nie jest całkowite rozgrzeszanie Diego Costy, ale sugestia, że nie jest to pierwszy zawodnik o podobnej charakterystyce. Kiedyś taką grę tolerowano, akceptowano, a nawet się nią zachwycano. Dziś wraz z transformacją angielskiej kultury gry zmieniła się mentalność oraz sposób postrzegania zachowań na boisku.

Image and video hosting by TinyPic


O ile krytyka i zniesmaczenie zachowaniem napastnika Chelsea na boisku mogą wydawać się uzasadnione, o tyle jest ona w moim odczuciu dość stronnicza. Zresztą nie tylko ja tak uważam. Po meczu Pucharu Ligi z Liverpoolem, po którym Costa został zawieszony na trzy mecze za nadepnięcie na nogę Emre Çana, potępienie go osiągnęło swoje apogeum. W obronie piłkarza Chelsea stanął wówczas Paul Scholes, pisząc w swojej kolumnie w „The Independent”: „Jeśli mówimy o Diego Coscie, mam o nim inne zdanie, niż większość. Moim zdaniem, on zasługuje na słowa uznania za to, jak bardzo jest cierpliwy w wielu sytuacjach. Od początku każdego meczu jest kopany i prowokowany.” W obronie Hiszpana na łamach „The Telegraph” stanął też Phil Neville pisząc artykuł zatytułowany: „Costa to potwór – i za to go uwielbiam.” Nie rozumiem, dlaczego ludzie oglądający mecze nie są w stanie zauważyć i przyznać, że agresja na linii napastnik-obrońca działa w obie strony. Defensorzy znają impulsywny charakter snajpera „The Blues”, więc od pierwszej minuty robią wszystko, by tylko wyprowadzić go z równowagi i w efekcie doprowadzić do wyrzucenia go z boiska. Dlaczego więc napastnik z Lagarto nie miałby odpowiadać im dokładnie tym samym? Również w tej chwili nie oczyszczam Costy ze wszystkiego, czego dopuszcza się grając w piłkę. Alan Shearer, jeden z największych fanów talentu Brazylijczyka potrafił skrytykować go po jego występkach w meczu z Arsenalem. W wydaniu Match of the Day w wieczór po derbowym spotkaniu, najlepszy strzelec w historii ligi angielskiej mówił: „Lubię agresję Costy, sam grałem tak samo, ale istnieje pewna granica. I ta właśnie granica została dziś przez niego przekroczona.”

Wrócę teraz do meritum i postaram się na tyle jednoznacznie na ile to możliwe odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule niniejszego tekstu. Kim jest więc Diego Costa – boiskowym bandytą, czy znakomitym napastnikiem? Jeśli chodzi o drugie ze stwierdzeń, zdecydowanie tak. Obecnie snajper Chelsea, podobnie jak cała jego drużyna, znajduje się w słabej formie. Jednak statystyki z sezonów 2013/14 w Atlético i 2014/15 w Chelsea samoistnie bronią marki tego napastnika. Boiskowy bandyta? Moim zdaniem – przesada. Gdybyśmy w ten sposób nazwali Costę, to „bandytą” musielibyśmy nazwać też każdego obrońcę, który go kopie i od początku meczu prowokuje. Idąc więc tym tokiem myślenia „bandytami” są też Sergio Ramos, Thiago Silva, Damien Delaney, Ashley Westwood, Gabriel Paulista, czy Martin Škrtel, i moglibyśmy wymieniać dalej, przywołując nazwiska graczy, którym zdarzały się spięcia z uczniem Diego Simeone. Doszlibyśmy wówczas do wniosku, że futbol jest grą tylko dla takich właśnie „bandytów”. Diego Costa nie jest piłkarzem jak każdy inny, on gra według własnych zasad, na granicy przepisów, niekiedy je naginając. Zatem, gdy rzeczywiście je narusza, niech będzie karany, ale na równi z innymi zawodnikami. Nie róbmy z niego odmieńca, który na boisku tylko i wyłącznie „szuka guza”, bo o tym, że Brazylijczyk o mało uprzejmym wyrazie twarzy grać w piłkę potrafi nie musimy nikogo przekonywać. Costa więc bandytą nie jest. Jest twardym, mało przyjemnym dla obrońców napastnikiem, dla którego gra w piłkę to więcej niż tylko podania, bieganie i zdobywanie bramek. Mecz dla niego to walka, którą musi nie tylko wygrać, ale również zdominować. Kiedy mu się to udaje, przeciwnicy nie mają nic do powiedzenia. I właśnie wtedy Costę ogląda się najprzyjemniej. Szkoda byłoby zabronić mu tego, co robi najlepiej. Wiele straciłaby na tym Chelsea, Premier League, piłka nożna w ujęciu światowym i nareszcie: kibice – ci na stadionie i przed telewizorami. Co do jednego chyba wszyscy jesteśmy zgodni: mało kto robi na boisku taki show jak snajper z ekipy Mourinho.

Image and video hosting by TinyPic
źródło: własne

Komentarze (1):

lysy83
-1
23.11.2015, 20:25 Użytkownik, komentarzy: 937 newsów: 0

Cienias nic wiecej

klubMPbramki
1Liverpool297766-25
2Man City296379-26
3Leicester City295361-29
4Chelsea315353-40
5Burnley304434-41
6Man Utd274342-28
7Arsenal294242-39
ZawodnikBA
1Tammy Abraham70
2Mason Mount30
3Olivier Giroud10
4Fikayo Tomori10
5N'Golo Kante10
6Jorginho10
7Christian Pulisic02
pokaż całą tabelę ligową pokaż całą tabelę strzelców
Internetowy Sklep Sportowy

ChelseaLondyn.pl - obserwuj nas na Twitterze
Następny mecz
Chelsea
:
Brighton & Hove Albion
Chelsea - Brighton & Hove Albion
24.02.2019, 13:00
Stamford Bridge (London)
pokaż cały terminarz
Poprzedni mecz
Crystal Palace
2:3
Chelsea
Crystal Palace - Chelsea
W. Zaha 34`
C. Benteke 72`
O. Giroud 6`
C. Pulisic 27`
T. Abraham 71`
7.07.2020, 18:00
Panel kibica
osób online
17253
aktywnych
uzytkowników
32082
dodanych
aktualności
Piłkarski sklep kibica Manchester City Nieoficjalny polski serwis The Foxes FanZone
Co sądzisz o zakazie transferowym nałożonym na Chelsea?
UEFA postąpiła niesłusznie14,71%
Prawidłowe działanie UEFA5,88%
Słuszcznie czy niesłusznie, ale może i dobrze się stało, bo dzięki temu szansę mogą dostać wychowankowie44,12%
Chelsea będzie miała przez to spore problemy ze skompletowaniem mocnej kadry na następny sezon17,65%
Chelsea nic na tym nie straci, bo zamiast kupować nowych zawodników, da szansę tym, którzy aktualnie przebywają na wypożyczeniu17,65%
34 odpowiedzi